środa, 29 lipca 2026

Zostawia się więcej...

Podobno wakacje zaczynają się wtedy, kiedy zamykasz drzwi domu i ruszasz przed siebie. Nigdy w to do końca nie wierzyłem. Dla mnie każda podróż zaczyna się trochę wcześniej. W chwili, gdy orientuję się, że za chwilę zostawię za sobą coś, czego nie da się spakować do walizki.

Lubię być w drodze. Lubię patrzeć, jak za szybą zmieniają się krajobrazy, miasta i ludzie. Ale są takie wyjazdy, kiedy z każdym kolejnym kilometrem mam wrażenie, że nie oddalam się od miejsca. Oddalam się od kawałka własnego życia.

Może właśnie dlatego nie wiem, czy chcę jechać.

Nie dlatego, że nie lubię nowych miejsc. Wręcz przeciwnie. Uwielbiam odkrywać świat. Tylko czasami zdarza się, że wszystko, co najpiękniejsze, zostaje tam, skąd właśnie wyjechałem. Zostaje czyjś uśmiech. Kilka rozmów. Milczenie, które mówiło więcej niż tysiąc słów. Zwykłe chwile, które okazały się niezwykłe dopiero wtedy, gdy trzeba było je zostawić.

To dziwne uczucie. Człowiek jedzie odpocząć, a najbardziej tęskni za miejscem, z którego dopiero co wyjechał.

Może właśnie na tym polega dorosłość. Nie mierzymy już podróży liczbą przejechanych kilometrów, ale tym, ile zostawiamy za sobą. Im więcej w życiu jest ludzi i chwil, do których chce się wracać, tym trudniej ruszyć dalej. I paradoksalnie... to chyba bardzo dobry znak.

Bo największym szczęściem nie jest znaleźć miejsce, do którego chce się pojechać.

Największym szczęściem jest mieć miejsce... do którego warto wrócić...

A reszta? Reszta poczeka. Góry, morze, miasta i zabytki nie uciekną. Jeśli gdzieś naprawdę warto wracać, to najpierw tam, gdzie zostawiło się kawałek swojego kosmosu.

I chyba właśnie dlatego każda podróż jest jednocześnie wyjazdem i cichą obietnicą powrotu.


Ł.

poniedziałek, 27 lipca 2026

Nie wszystkie decyzje...

...możemy podjąć za kogoś.

Chyba jedną z najtrudniejszych rzeczy w życiu jest patrzeć, jak ktoś nam bliski stoi na rozdrożu.

Widzimy jego wątpliwości. Widzimy strach. Czasem nawet wydaje nam się, że znamy właściwą drogę. Tak bardzo chcielibyśmy zabrać choć kawałek ciężaru, podpowiedzieć, ochronić przed błędem.

Ale nie możemy.

Bo są decyzje, których nie wolno podejmować za drugiego człowieka.

Możemy być obok. Możemy wysłuchać. Możemy powiedzieć: „cokolwiek wybierzesz, nie jesteś z tym sam”. Możemy podać dłoń. Czasem przytulić. Czasem po prostu pomilczeć.

Jednak wybór zawsze należy do tego, kto będzie z nim żył.

I chyba właśnie to jest najważniejsze. Nie to, żeby decyzja była idealna. Nie to, żeby wszyscy ją rozumieli. Ale żeby była dobra dla osoby, która podejmuje ją właśnie teraz. Na miarę jej doświadczeń, jej siły i jej serca.

Resztę naprawdę warto zostawić życiu.

Bo to, co ma trwać, będzie trwało.

A to, co ma się kiedyś skończyć, i tak zakończy swoją historię.

Nie zawsze mamy wpływ na długość wspólnie napisanego rozdziału. Mamy jednak wpływ na to, jak go przeżywamy.

Dlatego nawet jeśli kiedyś jakaś historia miałaby dobiec końca, nie chciałbym pamiętać jej przez pryzmat ostatniej strony.

Chciałbym pamiętać wszystkie poprzednie.

Każdą rozmowę. Każdy uśmiech. Każde zwykłe „dzień dobry”. Każde milczenie, które mówiło więcej niż słowa. Każdy mikromoment, w którym nasz mały kosmos trwał.

Bo to właśnie z takich chwil składa się życie.

I za każdą z nich potrafię powiedzieć jedno słowo.

Dziękuję.

Bo są spotkania, które nie muszą trwać wiecznie, żeby na zawsze zmienić czyjś wszechświat.

A jeśli los pozwoli im trwać dalej... będzie to najpiękniejszy prezent.

Jeśli nie... to i tak nic nie odbierze im znaczenia.

Bo były.

I to już jest nieskończenie wiele.

Ł.

niedziela, 26 lipca 2026

W Tokyo już jest jutro...

Tytuł tego posta, to fragment piosenki... Ale.


Ten tydzień zaczął się najwspanialej, jak tylko mógł.


Od dnia, którego w zasadzie nie dało się lepiej wymarzyć. Niby nic wielkiego. Żadnych fajerwerków. Żadnych wydarzeń, o których piszą gazety. Stojąc obok - miało się wrażenie, że nic się nie dzieje. Ale dla nas, był wyjątkowy. Było w nim wszystko (almost), co najważniejsze. Zwykły dzień, który stał się zupełnie niezwykły. Nasz.


A potem przyszły dni trudniejsze. Takie, po których człowiek ma wrażenie, że emocje ważą więcej niż plecak pełen kamieni. Takie, kiedy ciało też mówi „dość”, ale najbardziej zmęczone okazuje się serce.


I właśnie wtedy przypominam sobie coś niezwykłego.


Kiedy u nas kończy się ciężki dzień, gdzieś daleko, w Tokio, już wstało jutro. Ktoś właśnie otwiera okno. Ktoś pierwszy raz tego dnia się uśmiecha. Ktoś mówi komuś „dzień dobry”. Kosmos ani na chwilę nie przestaje wierzyć, że kolejny poranek ma sens.


Lubię myśleć, że nadzieja działa dokładnie tak samo.


Codziennie wstaje wcześniej od nas. Czeka cierpliwie, aż otworzymy oczy. Nie pyta, jaki był wczoraj. Nie wypomina porażek. Nie rozdrapuje tego, co bolało. Po prostu siada obok i mówi: „Spróbuj jeszcze raz. Dziś może być inaczej.”


Może właśnie dlatego dostaliśmy ten piękny dar – cud niepamięci. Z czasem nawet największy ból traci ostre krawędzie. Nie dlatego, że nie był prawdziwy. Dlatego, że życie wie, iż nie da się iść naprzód, niosąc wszystko bez końca.


I czasem naprawdę wystarczy jedno zwykłe „dzień dobry”. Jedna wiadomość. Jeden uśmiech. Jedna osoba, która przypomni, że nie wszystko jest przeciwko nam.


Nie potrzebujemy codziennie wielkich cudów.


Czasem największym cudem jest to, że po najciemniejszej nocy znowu robi się jasno.


Jeśli więc ten tydzień był trudny, niech zostanie tam, gdzie jego miejsce – za Tobą. Niech pozostanie tylko wspomnienie tego pierwszego dnia. Tego zwyczajnego, który okazał się wyjątkowy. Bo skoro życie potrafi podarować taki dzień raz, potrafi zrobić to również drugi. I trzeci. I jeszcze wiele razy.


Bo gdzieś w kosmosie już jest jutro.


A w zasadzie jutro zaczyna się teraz. Również u Ciebie.


I wierzę, że przyjdzie z prostym „dzień dobry” (nie wiem co by musiało się stać, żeby tego zabrakło!), które być może będzie miało w sobie więcej siły niż cokolwiek innego.


Czasem właśnie od takich małych rzeczy zaczyna się wszystko, co najpiękniejsze.


Ł.

środa, 22 lipca 2026

Po prostu...

...się boję.


Ale to moje. Nie ma to znaczenia. Żadnego.


...


Ł.

poniedziałek, 20 lipca 2026

Nie łatwy.

Nie każdy rok jest dobry dlatego, że był łatwy.


Ten potrafił zmęczyć. Zabrał trochę spokoju, dołożył pytań, na które wciąż nie znam odpowiedzi. Były dni, które wydawały się zdecydowanie za długie.


A jednak, kiedy dziś patrzę za siebie, myślę o nim z wdzięcznością.


Bo czasem wystarczy jedna osoba.


Nie zmienia całego kosmosu. Nie zatrzymuje czasu. Nie sprawia, że problemy znikają.


Ale potrafi ożywić ten mały kosmos, który każdy z nas nosi w sobie.


Sprawić, że znowu chce się wstać rano. Że śmiech przychodzi zupełnie niespodziewanie, nawet wtedy, gdy chwilę wcześniej wydawało się, że nie ma ku temu żadnego powodu. Że zwykły dzień zaczyna mieć swoje kolory.


Czasem wydaje mi się, że jestem zbyt mało poważny. Że za często żartuję, szukam uśmiechu, próbuję rozładować napięcie. Ale może właśnie dlatego tak bardzo potrzebuję kogoś, przy kim nie muszę udawać, że zawsze wszystko mam poukładane. Kogoś, przy kim mogę być po prostu sobą.


I chyba każdy z nas chce czuć się ważny. Nie dla całego świata. Nawet nie dla wielu ludzi.


Wystarczy dla jednej osoby.


To potrafi zmienić więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.


Dlatego ten rok, mimo wszystkich swoich zakrętów, zostanie ze mną jako dobry. Bo przypomniał mi, że największe rzeczy wcale nie dzieją się wtedy, gdy zmienia się świat.


Największe rzeczy dzieją się wtedy, gdy ktoś niepostrzeżenie ożywia nasz własny, mały wszechświat.


Ł.

sobota, 18 lipca 2026

A gdyby tak zaczekać?

Czekanie też potrafi prowadzić do celu


Są w życiu takie momenty, kiedy trzeba zrobić krok w tył. Nie dlatego, że się poddaliśmy. Nie dlatego, że zabrakło nam odwagi. Czasem po prostu tylko z większej odległości można zobaczyć właściwy kierunek.


A czasem... jest dokładnie odwrotnie.


Są chwile, kiedy trzeba skoczyć do przodu. Nie oglądać się. Nie analizować po raz setny tego, co było. Bo przeszłość ma niezwykłą zdolność zatrzymywania nas w miejscu. Potrafi przekonać, że jeszcze nie teraz. Że jeszcze warto poczekać. Że jeszcze trzeba coś naprawić.


Tylko że nie wszystko da się naprawić, patrząc ciągle za siebie.


Jest taki fragment Małego Księcia, który wraca do mnie zaskakująco często. Lis mówi, że gdyby Mały Książę przychodził o czwartej, to już od trzeciej jego serce zaczynałoby się cieszyć. Im bliżej wyznaczonej godziny, tym większe byłoby szczęście.


To chyba jedna z najpiękniejszych definicji czekania.


Bo jeśli wiemy, na kiedy jesteśmy z kimś umówieni... jeśli wiemy, na co czekamy... to samo czekanie staje się prezentem. Każdy dzień przestaje być przypadkowy. Każda godzina ma sens. Nie dlatego, że już dotarliśmy do celu, ale dlatego, że wiemy, dokąd zmierzamy.


Czekamy na człowieka.

Na rozmowę.

Na uśmiech.

Na spokój.

Na szczęście.

Na satysfakcję z dobrze przeżytego dnia.


I nagle okazuje się, że życie nie dzieje się dopiero wtedy, gdy wszystko się spełni. Ono dzieje się właśnie pomiędzy.


Nie trzeba oczekiwać fajerwerków. Nie każdy dzień będzie spektakularny. Nie każda chwila zapisze się w pamięci na całe życie.


Ale właśnie w tych zwykłych dniach najłatwiej znaleźć prawdę.


Szczerość spojrzenia.


Kilka prostych słów.


Ciszę, która nie krępuje.


Obecność, która niczego nie udowadnia.


I istotę bycia.


Może właśnie dlatego warto czasem zrobić krok w tył, żeby nabrać rozpędu. A innym razem odważyć się na krok do przodu, zanim przeszłość zbuduje wokół nas mur, którego sami później nie będziemy potrafili przeskoczyć.


Ł.


Bo najpiękniejsze rzeczy rzadko przychodzą z hukiem.


Najczęściej siadają obok nas zupełnie po cichu.


I dopiero po czasie orientujemy się, że właśnie na tę chwilę czekaliśmy od bardzo dawna.

czwartek, 16 lipca 2026

Lubię Cię. Bardzo.

Są słowa, które padają zbyt rzadko. Bo wydają się zbyt małe. Zbyt zwyczajne.


A przecież „lubię Cię” potrafi znaczyć więcej, niż się wydaje.


Lubię Cię za spokój, który zostawiasz po każdej rozmowie.

Za to, że nie musimy wypełniać ciszy.

Za śmiech, który pojawia się wtedy, kiedy najbardziej jest potrzebny.

Za spojrzenie, które mówi „wszystko będzie dobrze”, nawet gdy Kosmos próbuje przekonać nas do czegoś innego.

Za to, że się troszczysz, choć w zasadzie nie musisz!


Lubię Cię za to, że jesteś.

Bez wielkich deklaracji.

Bez fajerwerków.

Po prostu.


Bo czasem największym szczęściem jest świadomość, że gdzieś obok jest ktoś, przy kim można być sobą.


I wiesz co?


Lubię Cię.

Bardzo.

Tak po ludzku.

Tak prawdziwie.


Ł.

środa, 15 lipca 2026

Metro życia...

Życie przypomina pędzące metro. Szczególnie moje.

Nie zatrzymuje się dlatego, że akurat nie jesteśmy gotowi. Nie czeka, aż przestaniemy się bać. Ono po prostu przyjeżdża, otwiera drzwi i po chwili rusza dalej.

Naszą największą sztuką nie jest przewidzieć cały rozkład jazdy. Nie jest znać odpowiedzi na wszystkie pytania ani mieć pewność, że wybraliśmy właściwy wagon.

Sztuką jest umieć wsiadać.

I równie ważną sztuką jest umieć wysiadać.

Bo czasem kurczowo trzymamy się miejsca, które dawno przestało być naszym kierunkiem. Z przyzwyczajenia. Z wygody. Ze strachu przed tym, co będzie na następnej stacji. A przecież każda przesiadka przybliża nas do miejsca, do którego naprawdę chcemy dotrzeć.


Kiedyś przeczytałem piękne słowa:

„Wymówki mają jedną niezwykłą cechę. Są jak bilet bez kierunku. Pozwalają zostać tam, gdzie już jesteś. Rozwiązania działają odwrotnie. Nie zawsze gwarantują miejsce siedzące, ale zawsze ruszają z peronu.”


Jest w tym ogromna mądrość.


Ale jest jeszcze coś.

Może nie zawsze trzeba natychmiast wskakiwać do pierwszego pociągu. Może czasem warto zostać przez chwilę na peronie, złapać oddech, rozejrzeć się dookoła i pozwolić życiu nas zaskoczyć.

Bo właśnie na tych pozornie zwyczajnych peronach spotykamy ludzi, którzy zmieniają nasze życie. Tam rodzą się rozmowy, których nie planowaliśmy. Tam pojawiają się szanse, których nie było w żadnym rozkładzie jazdy.


Nie bój się więc ruszać. Ale nie bój się też zatrzymać, kiedy czujesz, że właśnie tego potrzebujesz.


Najważniejsze, żeby to była Twoja decyzja, a nie wymówka.


I pamiętaj... nie musisz znać wszystkich stacji. Wystarczy, że odważysz się otworzyć drzwi, gdy przyjedzie właściwy wagon. Czasem to właśnie jeden krok decyduje o całej podróży. A najpiękniejsze kierunki bardzo często nie pojawiają się na żadnej mapie.


Ł.

wtorek, 14 lipca 2026

Na wyciągnięcie ręki...

Są takie dni, które właściwie się nie zaczynają i nie kończą — po prostu się dzieją.

Bez fajerwerków. Bez spektakularnych momentów. Raczej trochę obok siebie.

Dziś było mnie mało. Poranna kawa była czymś wyjątkowym, jakby wyrwanym z innej rzeczywistości. A potem wszystko się rozmyło — dzień na nijak.

Telefon, sprawy. Trudno złapać jedną myśl na dłużej. Trudno powiedzieć, co właściwie zostało.


A jednak teraz jest 19:47 i jest… dobrze.

Nie dlatego, że wydarzyło się coś wielkiego. Nie dlatego, że dzień nagle nabrał sensu.

Raczej dlatego, że gdzieś pomiędzy tym wszystkim pojawiają się momenty, które zatrzymują czas. Takie krótkie, prawie niezauważalne — dwie sekundy, które nagle rozciągają się jak wieczność.


Uśmiech. Spojrzenie. Kilka słów. Myśl, która przychodzi nie wiadomo skąd.


I nagle to wystarcza.


Bo czasem nie chodzi o to, co się wydarzyło. Tylko o tę jedną osobę, która potrafi sprawić, że nawet najbardziej zwyczajny dzień przestaje być zwyczajny. Która nie musi niczego naprawiać ani rozwiązywać. Wystarczy, że jest.

To dziwne, jak obecność drugiego człowieka potrafi rozświetlić wszystko dookoła. Jak z dnia, o którym za chwilę pewnie byś zapomniał, robi dzień, który jednak chcesz zapamiętać.

Nie wiem, czy da się być dla kogoś promieniem słońca. Ale wiem, że są ludzie, przy których nawet najbardziej pochmurny dzień wygląda jaśniej.

I chyba właśnie za to jestem dziś najbardziej wdzięczny.

Dobrze Cię mieć na wyciągnięcie ręki.

sobota, 11 lipca 2026

To jest to!

Zobaczmy co się stanie, jeśli podasz mi dłoń...


Bo to będzie piękna klamra. Klamra do niewystarczająco optymistycznego postu.

Takiego jak ja :)


Bo ja totalnie nie jestem wystarczający.

Nie zauważam, nie łapie gruntu, kiedy trzeba. Taki jestem. Potrafię przejść nie zauważając... Bywa.


Potrafię coś zrobić, żeby usłyszeć, że chciałem się popisać. A nie pomóc.


Tak. Dla jednych jestem niewystarczający w każdym kierunku. W dobrym, złym. Mam wrażenie, że w ogóle.


Dla innych jestem wystarczający. Nie zbyt dobry, nie zbyt zły. Wystarczający taki, jakim jestem.

Po rozmowie wypada wrzucić aktualizacje. Jednak nie wystarczający. Jestem bardzo dobry!

Nawet czasami usłyszę, że ktoś potrafi być że mnie dumny. Może w swoim małym kosmosie. Ale jednak. W kosmosie, który może być dla mnie całym światem.

Życie zaskakuje. Jest jak pudełko czekoladek (i tutaj moja pamięć przypomina mi lekcje fizyki w liceum, jak dostałem jedynkę za czytanie pod ławka...). Nigdy nie wiesz co dostaniesz. Czy radość to dla Ciebie, czy dla kogoś innego, czy uśmiech to Twój, czy tylko namalowany... Ale całe szczęście w całym tym czekoladkowym (jakie tragiczne! bo niedozwolone porównanie) bałaganie, są też prawdziwi ludzie!


I dla nich warto każdego dnia zrywać się z łóżka, rzucać "Dzień dobry! Najwspanialszego dnia!" i cisnąć kolejny poniedziałek, wtorek, czy środę do przodu!


Więc uśmiech na twarz. To jest to! (Dziękuję!)


Ł.


Bo życie nie jest po to przecież,
By tylko dojść do końca dnia.
Lecz żeby zostawić po sobie
Uśmiech...
który w kimś jeszcze trwa.

wtorek, 7 lipca 2026

I'm like a bird...

...I wanna fly away...


Bo czasem najlepiej jest być wolnym!

Totalnie!


W zasadzie - mało jest pisane. Czas chyba jest tego powodem. Ale ale!

Dzisiaj mała refleksja na temat tego co życie daje i co zabiera...

Przestałem się przywiązywać. Przywiązanie powoduje ból, trudne emocje, ciężkie chwile. Coś jest, przyzwyczajasz się, później znika, nie ma, a Ty czujesz dziurę, pustkę...

Dlatego mówię nie przywiązaniu. Przywiązaniu do rzeczy, projektów, zadań... Jeden temat odpalam, drugi kończę, trzeci - okazuje się, że markę, którą współtworzyłem znowu straciłem - nie pierwszą... mam nadzieję, że ostatnią. Szkoda, że wartą... wartą mojego czasu i w sumie kapitału...

No ale - nic nie jest na zawsze :)


Chyba, że Ty. Do ludzi się przywiązuję. Do Ciebie się przywiązałem. I w sumie - jak Cię nie ma, ale wiem dlaczego, to jest to fair enough... i radzę sobie... jakoś.

Ale jak jesteś, to w zasadzie rozmawiamy między wierszami - to co mówimy ma znaczenie, ale ważniejsze czasami jest to, czego nie mówimy:D Takie mam wrażenie...

Fajny ten nasz kosmos. Naprawdę udany!


A teraz spanko - czasem warto i o siebie zadbać ;)


Ł.

poniedziałek, 6 lipca 2026

Czasem jest...

...że musisz czuć się pewnie!

Trzymać się tego, że życie to jest to co kochasz najbardziej. I niezależnie co przyniesie kosmos - trzeba biec...

..nie ma co czekać na cud. Jest jak jest. Inaczej nie będzie. Próbujesz coś zmienić - super! Każda zmiana podobno jest na plus!

Ale czy na pewno?

Nie bój się zmiany - tak mawiają. Ale czy na pewno?


A może bezpieczniej się starać po staremu? I w zasadzie - chcesz to możesz - więc powinno wyjść. Wyjść na Twoje. Wyjść na Moje. Przecież warto!


I nie może być inaczej - nie daj sobie wmówić, że znaczysz nic. Albo niewiele. Znaczysz tyle ile chcesz. Bo chcieć to móc. I nie ma co się zatrzymywać. Żyj na 100, nie na 5 procent. A na koniec dnia przynajmniej będziesz móc powiedzieć, że żył_ś na swoich zasadach mając z tego ogromną satysfakcję.


Żyj. Tylko tyle. Albo aż tyle.


Ł.


Jak masz wewnętrzną moc - to nie powali Cię nic. Można wytrzymać wiele. Więcej niż sobie sami zdajemy sprawę... Więc go on!

sobota, 4 lipca 2026

Nie da rady biec...

...gdy masz przed sobą ścianę....

Gorzka to chwila

Przecież wiesz

Bo ty tam byłeś

To mija

Daj sobie czas....


A jak nie da rady biec... To może warto się zatrzymać. Albo nie.

Może jednak da się ta ścianę powalić?

Intensywny tydzień za mną. Tydzień sukcesów. Który trochę mi przypomniał. Przypomniał jak to jest, jak jest ciągle i nieustanne pasmo sukcesów...


Ludzie mają tak, że przyzwyczajaja się do pewnych sytuacji, rzeczy, zdarzeń... Masz sukcesy - jesteś przyzwyczajony i przestają cieszyć.

Dajesz 120% siebie, a przynajmniej się starasz - ktoś się przyzwyczaja i oczekuje tylko więcej. Aż no nie jesteś w stanie spełnić tego czego oczekuje.


No nic. Jest dobrze. Bardzo dobrze.

Nie idę tam, gdzie nie chcą mnie :)

Więc pójdę do tych co mnie chcą.


Takie to proste :)


Ł.


PS zupełnie nie wiem o co mi chodzi w tym poście, ale jest zajebiście.

czwartek, 2 lipca 2026

No tak...

Dzisiaj będzie krótki post.

Aczkolwiek dawno nie pisałem, więc wypada chociaż troszkę nadrobić.

Dlaczego nie piszę? Dużo się dzieje. Bardzo dobrego. Najlepszego.

Może dlatego nie piszę, bo padło kiedyś "Piszesz jak jest źle, jak jest dobrze - nie - i może to dobrze..." (albo jakoś tak, kto by to pamiętał co do słowa... ;)

No ale do rzeczy.

Większość - to radości! I tak ma być.

Ale zastanawiam się nad jednym. Jak to jest, że dziękujesz mi za to, że po prostu jestem, a są tacy, którzy mi mówią, że 2-3 godziny razem, to zmarnowany dzień. Gdzie jest sedno? Dlaczego tak? Ze mną jest coś nie tak, czy z nimi? A może.. a może wpływ innych osób? Albo niespełnione oczekiwania? Chore jakieś, niewypowiedziane, więc mi nie znane?

Może jutro zapytam: "Czego oczekujesz?", ale boję się że usłyszę "W zasadzie niczego. Po cholerę pytasz?". I to będzie koniec końców.

Bo możemy od siebie nie oczekiwać. Możemy - bo w zasadzie tak się umówiliśmy. Ale to trochę nie dotyczy całego kosmosu. A z drugiej strony - bez oczekiwań łatwiej się żyje... konsumuje się to co jest.


I na koniec - szalenie się boję. Czego? Cukru. Ale dziękuję, że jesteś przy tym "ze mną". To i wiele dla mnie znaczy, i dodaje siły, i dodaje energii, i po prostu czuję, że nie jestem sam. Tak po prostu. Ale to też chyba widać, że się boję... Bo działam nad wyraz konsekwentnie i szybko...


Kolejny poranek - nowa nadzieja!

I tak ma być!

Do zobaczenie jutro!


Ł.