niedziela, 26 lipca 2026

W Tokyo już jest jutro...

Tytuł tego posta, to fragment piosenki... Ale.


Ten tydzień zaczął się najwspanialej, jak tylko mógł.


Od dnia, którego w zasadzie nie dało się lepiej wymarzyć. Niby nic wielkiego. Żadnych fajerwerków. Żadnych wydarzeń, o których piszą gazety. Stojąc obok - miało się wrażenie, że nic się nie dzieje. Ale dla nas, był wyjątkowy. Było w nim wszystko (almost), co najważniejsze. Zwykły dzień, który stał się zupełnie niezwykły. Nasz.


A potem przyszły dni trudniejsze. Takie, po których człowiek ma wrażenie, że emocje ważą więcej niż plecak pełen kamieni. Takie, kiedy ciało też mówi „dość”, ale najbardziej zmęczone okazuje się serce.


I właśnie wtedy przypominam sobie coś niezwykłego.


Kiedy u nas kończy się ciężki dzień, gdzieś daleko, w Tokio, już wstało jutro. Ktoś właśnie otwiera okno. Ktoś pierwszy raz tego dnia się uśmiecha. Ktoś mówi komuś „dzień dobry”. Kosmos ani na chwilę nie przestaje wierzyć, że kolejny poranek ma sens.


Lubię myśleć, że nadzieja działa dokładnie tak samo.


Codziennie wstaje wcześniej od nas. Czeka cierpliwie, aż otworzymy oczy. Nie pyta, jaki był wczoraj. Nie wypomina porażek. Nie rozdrapuje tego, co bolało. Po prostu siada obok i mówi: „Spróbuj jeszcze raz. Dziś może być inaczej.”


Może właśnie dlatego dostaliśmy ten piękny dar – cud niepamięci. Z czasem nawet największy ból traci ostre krawędzie. Nie dlatego, że nie był prawdziwy. Dlatego, że życie wie, iż nie da się iść naprzód, niosąc wszystko bez końca.


I czasem naprawdę wystarczy jedno zwykłe „dzień dobry”. Jedna wiadomość. Jeden uśmiech. Jedna osoba, która przypomni, że nie wszystko jest przeciwko nam.


Nie potrzebujemy codziennie wielkich cudów.


Czasem największym cudem jest to, że po najciemniejszej nocy znowu robi się jasno.


Jeśli więc ten tydzień był trudny, niech zostanie tam, gdzie jego miejsce – za Tobą. Niech pozostanie tylko wspomnienie tego pierwszego dnia. Tego zwyczajnego, który okazał się wyjątkowy. Bo skoro życie potrafi podarować taki dzień raz, potrafi zrobić to również drugi. I trzeci. I jeszcze wiele razy.


Bo gdzieś w kosmosie już jest jutro.


A w zasadzie jutro zaczyna się teraz. Również u Ciebie.


I wierzę, że przyjdzie z prostym „dzień dobry” (nie wiem co by musiało się stać, żeby tego zabrakło!), które być może będzie miało w sobie więcej siły niż cokolwiek innego.


Czasem właśnie od takich małych rzeczy zaczyna się wszystko, co najpiękniejsze.


Ł.

Brak komentarzy: