...i się stało... wysłano mnie w delegację do Niemiec.. na prawie dwa tygodnie...
co za tym idzie zafundowano mi dosyć dużą rozłąkę z rodziną... a przecież tam została Żona, tam został ząbkujący Michał...
Pewnie będzie ciężko - pewnie dlatego wróciłem do bloga.. bo to odskocznia jest...
...ale o tym dowiecie się - Szanowni Czytelnicy (jeśli w ogóle istniejecie) - wkrótce...
...cicho liczę na to, że dni będą szybko upływać... a czas się dłużył nie będzie...
No i pewne rzeczy się dzieją... na plus mam nadzieję...
pzdr.
Ł.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
środa, 20 lipca 2011
no to zdrowie...
...i tak o to dobiega końca dzień moich urodzin...
...kończy się samotnie - z drinkiem w ręku, bo dlaczego nie wypić za pomyślność przyszłych dni...
...samotnie, bo żona usnęła, jak usypiałem syna...
...cóż - życie...
...siup za pomyślność wszelaką - aby rok następny był jeszcze lepszy...
pzdr.
Ł.
...kończy się samotnie - z drinkiem w ręku, bo dlaczego nie wypić za pomyślność przyszłych dni...
...samotnie, bo żona usnęła, jak usypiałem syna...
...cóż - życie...
...siup za pomyślność wszelaką - aby rok następny był jeszcze lepszy...
pzdr.
Ł.
wtorek, 19 lipca 2011
czasami...
...czasami jest po prostu o tak: :(
a dlaczego? źle zadane pytanie, złe stwierdzenie - a później leci, jak burza...
dzisiaj może powinienem pisać jakieś podsumowanie ostatniego roku - w końcu kolejny rok za mną... ale po co?
Większość na plus - nieliczne sprawy na minus - gdzieniegdzie wydaje mi się, że sprawy mają się nijak, giedznieniegdzie wydaje się super, sam nie wiem jak ogólnie.
Szczęście to sprawa ulotna - przynajmniej to w życiu doczesnym... smutek też... więc się nie łamię :]
Nadejdą dni uśmiechu - to pewne... zapytacie dlaczego?
A dlatego... mam wspaniałego, szybko rosnącego i rozwijającego się syna (oczko w mojej głowie)... mam wspaniałą żonę, którą kocham całym sercem, a ranię na każdym wydaje mi się kroku...
Życie do łatwych nie należy - ale jak już pewnie pisałem - nikt nie mówił, że będzie łatwo...
pozdro.
Ł.
a dlaczego? źle zadane pytanie, złe stwierdzenie - a później leci, jak burza...
dzisiaj może powinienem pisać jakieś podsumowanie ostatniego roku - w końcu kolejny rok za mną... ale po co?
Większość na plus - nieliczne sprawy na minus - gdzieniegdzie wydaje mi się, że sprawy mają się nijak, giedznieniegdzie wydaje się super, sam nie wiem jak ogólnie.
Szczęście to sprawa ulotna - przynajmniej to w życiu doczesnym... smutek też... więc się nie łamię :]
Nadejdą dni uśmiechu - to pewne... zapytacie dlaczego?
A dlatego... mam wspaniałego, szybko rosnącego i rozwijającego się syna (oczko w mojej głowie)... mam wspaniałą żonę, którą kocham całym sercem, a ranię na każdym wydaje mi się kroku...
Życie do łatwych nie należy - ale jak już pewnie pisałem - nikt nie mówił, że będzie łatwo...
pozdro.
Ł.
poniedziałek, 20 czerwca 2011
...czy ktoś tu jeszcze zagląda?...
...dawno nie pisałem...
w ogóle rzadko piszę - od jakiegoś czasu... od czasu bycia szczęśliwym?
Chociaż w sumie ja zawsze jakąś formę szczęścia miałem... podejście do życia mi to serwuje...
...czasem jest dołek - znaczy nie teraz, już dawno nie było mi skrajnie ciężko... ale to jest jak z chodzeniem po Bieszczadach... raz się jest w ciemnym lesie, w dole, nie widać ani promyka słońca... i się idzie - bo się wie, że na Połoninie będzie pięknie, zielono, jasno, kolorowo... jak to w życiu - raz dolina, raz wyżyna :P [odkryłem Amerykę, nie?:>]
Szczęśliwy Tata Michałka i Mąż Elizy :)
Podejście do życia wiele daje - odpowiednie.. więc zachęcam Was - głowa do góry i patrzcie w niebo, bo to właściwie jedyny słuszny kierunek...
A jak jest w roli Taty?:>
wspaniale - kupki, pieluszki, ulewania, nocne wstawanie - jednym słowem brudna robota... ale w sumie miła (nawet nie wiedziałem, że bycie osikanym przez syna daje tyle radości ;) )... a usłyszeć pierwszy śmiech (i to jeszcze w szczególnych okolicznościach) - bezcenne... po prostu dopóki nie spróbujecie to nie zrozumiecie...
W pracy - wiele zmian, wiele pracy też... ale to będą ciężkie wakacje, które wiele zmienią...
pozdrawiam Was - moi wierni Czytelnicy (bloga, który jest pisany z regularnością taką, że aż trudno uwierzyć, że sam o nim pamiętam ;) )
Ł.
w ogóle rzadko piszę - od jakiegoś czasu... od czasu bycia szczęśliwym?
Chociaż w sumie ja zawsze jakąś formę szczęścia miałem... podejście do życia mi to serwuje...
...czasem jest dołek - znaczy nie teraz, już dawno nie było mi skrajnie ciężko... ale to jest jak z chodzeniem po Bieszczadach... raz się jest w ciemnym lesie, w dole, nie widać ani promyka słońca... i się idzie - bo się wie, że na Połoninie będzie pięknie, zielono, jasno, kolorowo... jak to w życiu - raz dolina, raz wyżyna :P [odkryłem Amerykę, nie?:>]
Szczęśliwy Tata Michałka i Mąż Elizy :)
Podejście do życia wiele daje - odpowiednie.. więc zachęcam Was - głowa do góry i patrzcie w niebo, bo to właściwie jedyny słuszny kierunek...
A jak jest w roli Taty?:>
wspaniale - kupki, pieluszki, ulewania, nocne wstawanie - jednym słowem brudna robota... ale w sumie miła (nawet nie wiedziałem, że bycie osikanym przez syna daje tyle radości ;) )... a usłyszeć pierwszy śmiech (i to jeszcze w szczególnych okolicznościach) - bezcenne... po prostu dopóki nie spróbujecie to nie zrozumiecie...
W pracy - wiele zmian, wiele pracy też... ale to będą ciężkie wakacje, które wiele zmienią...
pozdrawiam Was - moi wierni Czytelnicy (bloga, który jest pisany z regularnością taką, że aż trudno uwierzyć, że sam o nim pamiętam ;) )
Ł.
piątek, 4 marca 2011
...dużo na głowie... małej głowie...
...CeM... administracja... bycie informatykiem... pomoc wszelaka... problemy w domu rodzinnym... duże problemy w domu rodzinnym... i inne... cena ropy... odległość z pracy do domu (często 1,5h dojazdu)...
Lista długa... bardzo długa...
a głowa mała... bardzo mała...
za mała...
oby nie było jak przed laty paru.... kiedy wszystko zacząłem zostawiać... aby samo się toczyło a ja mógł odpocząć...
ŁB
PS szukam leku na alkoholizm... nie dla siebie...
sobota, 8 maja 2010
08.05.2010
Kopenhaga, lotnisko, kawiarnia Sturbucks
siedzę i czekam na swoją odprawę... wracam... z delegacji, do tych, których kocham... za którymi tęsknię i...
...i jestem w stanie podróżować w sobie tylko wiadomy sposób tak, aby z minuty na minutę być bliżej nich...
..a jednocześnie staram się nie tracić za wiele...
...każda chwila wypełniona spacerami - i nie ważne ile bagażu jest ze mną... wiem jedno - plecak zawsze będzie lepszy niż torba sportowa - łatwiej się z nim chodzi na długich dystansach...
Dokładnie zaplanowane miejsca ładowania baterii w laptopie, przemyślana sprawa tego co na nim jest - tak, żeby nie było zbyt dużo czasu na nudę... zbyt dużo czasu na "ciągnące się nic nie robienie"...
...odcinków seriali, mam akurat tyle, żeby wypełniać przestrzeń czasu między przesiadkami, między chwilami snu na ławce w poczekalni terminalu...
...wydaje mi się to trochę nie możliwe - organizacja w moim wydaniu - przecież ja bardzo rzadko planuję na aż takim szczeblu...
..mam spisane pociągi - nie tylkko ten, którym jadę, wcześniejszy i ewentualny późniejszy też... wiem co na trasie jest ewentualnie do zobaczenia - to co jest typowe dla mnie to to, że tak naprawdę mogę wysiąść wszędzie - na każdym przystanku po drodze... wprawdzie ciągle zmierzając do domu...
...ale kto powiedział, żeby nie korzystać z okazji zobaczenia więcej, w tym samym czasie... szkoda, że Kopenhaga dzisiaj zalana deszczem - chciałem chociaż chwilę się pobłąkać... a przecież w razie czego miałem plan na noc w Kopenhadze... spisane knajpki, które są otwarte do rana... spisane niektóre ciekawe miejsca...
...czasem mi się wydaje, że podróże to jest to co jest najlepsze ;) - oczywiście w stylu biskowym, czyli takim, gdzie mimo planów zawsze można coś zmienić..
Bo ja potrafię zostać w schronisku na szczycie góry, jeśli widzę, że schodzenie jest mało prawdopodobne za dnia... ja potrafię nadrobić drogi, tylko dlatego, że można zobaczyć gdzieś kawałek "normalnego" [nie turystycznego i nie pod turystów] życia... bo ja potrafię nie wsiąść do autobusu, co później np. skutkuje drogą o 4 razy dłuższą niż przewidywana - tylko po to, żeby się przespacerować po nowym mieście... a w miedzy czasie jeszcze się gubiąc, co tylko dodaje atrakcji i możliwości zwiedzania...
...ciekawe - ławki są skonstruowane tak, żeby sen utrudnić, uczynić go mniej komfortowym, niewygodnym, wręcz po części niemożliwym... a jednak się udaje - zwiniętym w kłębek, albo na wpół wisząc - ale łapie się te kilkunastominutowe lub kilkudziesięcio nawet urywki snu... do czasu dopóki nie zacznie się ruch - wtedy to jest nie możliwe z uwagi na terkot małych kółeczek, głosy zabieganych ludzi...
...czasem mi się wydaje, że życie to taka ciągła delegacja - z dnia na dzień, z godziny na godzinę... zmierzamy gdzieś lub skądś...
..idę zmienić lokację - trzeba by się ogarnąć, zmienić ubranie na wygodniejsze, przepakować trochę [żeby mi się bagaż na taśmie nie rozleciał]... i dalej zgodnie z planem realizować powrót do domu...
...dużo już nie ma - jeszcze 4 etapy - odprawa Kopenhaga, Okęcie, Dw. Zachodni, Kolbuszowa...
... i będzie można powiedzieć "home sweet home"... i zjeść pyszny makaron przygotowany przez Elizkę...
...i położyć się do łóżka...w końcu nie samemu... i wstać jutro rano - żeby mierzyć się znowu z wyzwaniami...
Kocham Cię... :*
pzdr.
Ł.
PS mam pewne plany - ciekawe czy mi się uda je zrealizować ;) [naukowe:P]
//publikowane ok godziny później - we względu na brak darmowego internetu na Kopenhaga Airport [trochę głupio, bo w Polsce już wymyślili darmowy internet na lotnisku międzynarodowym:P] i ze względu na odprawianie i zakupy na tax-free
siedzę i czekam na swoją odprawę... wracam... z delegacji, do tych, których kocham... za którymi tęsknię i...
...i jestem w stanie podróżować w sobie tylko wiadomy sposób tak, aby z minuty na minutę być bliżej nich...
..a jednocześnie staram się nie tracić za wiele...
...każda chwila wypełniona spacerami - i nie ważne ile bagażu jest ze mną... wiem jedno - plecak zawsze będzie lepszy niż torba sportowa - łatwiej się z nim chodzi na długich dystansach...
Dokładnie zaplanowane miejsca ładowania baterii w laptopie, przemyślana sprawa tego co na nim jest - tak, żeby nie było zbyt dużo czasu na nudę... zbyt dużo czasu na "ciągnące się nic nie robienie"...
...odcinków seriali, mam akurat tyle, żeby wypełniać przestrzeń czasu między przesiadkami, między chwilami snu na ławce w poczekalni terminalu...
...wydaje mi się to trochę nie możliwe - organizacja w moim wydaniu - przecież ja bardzo rzadko planuję na aż takim szczeblu...
..mam spisane pociągi - nie tylkko ten, którym jadę, wcześniejszy i ewentualny późniejszy też... wiem co na trasie jest ewentualnie do zobaczenia - to co jest typowe dla mnie to to, że tak naprawdę mogę wysiąść wszędzie - na każdym przystanku po drodze... wprawdzie ciągle zmierzając do domu...
...ale kto powiedział, żeby nie korzystać z okazji zobaczenia więcej, w tym samym czasie... szkoda, że Kopenhaga dzisiaj zalana deszczem - chciałem chociaż chwilę się pobłąkać... a przecież w razie czego miałem plan na noc w Kopenhadze... spisane knajpki, które są otwarte do rana... spisane niektóre ciekawe miejsca...
...czasem mi się wydaje, że podróże to jest to co jest najlepsze ;) - oczywiście w stylu biskowym, czyli takim, gdzie mimo planów zawsze można coś zmienić..
Bo ja potrafię zostać w schronisku na szczycie góry, jeśli widzę, że schodzenie jest mało prawdopodobne za dnia... ja potrafię nadrobić drogi, tylko dlatego, że można zobaczyć gdzieś kawałek "normalnego" [nie turystycznego i nie pod turystów] życia... bo ja potrafię nie wsiąść do autobusu, co później np. skutkuje drogą o 4 razy dłuższą niż przewidywana - tylko po to, żeby się przespacerować po nowym mieście... a w miedzy czasie jeszcze się gubiąc, co tylko dodaje atrakcji i możliwości zwiedzania...
...ciekawe - ławki są skonstruowane tak, żeby sen utrudnić, uczynić go mniej komfortowym, niewygodnym, wręcz po części niemożliwym... a jednak się udaje - zwiniętym w kłębek, albo na wpół wisząc - ale łapie się te kilkunastominutowe lub kilkudziesięcio nawet urywki snu... do czasu dopóki nie zacznie się ruch - wtedy to jest nie możliwe z uwagi na terkot małych kółeczek, głosy zabieganych ludzi...
...czasem mi się wydaje, że życie to taka ciągła delegacja - z dnia na dzień, z godziny na godzinę... zmierzamy gdzieś lub skądś...
..idę zmienić lokację - trzeba by się ogarnąć, zmienić ubranie na wygodniejsze, przepakować trochę [żeby mi się bagaż na taśmie nie rozleciał]... i dalej zgodnie z planem realizować powrót do domu...
...dużo już nie ma - jeszcze 4 etapy - odprawa Kopenhaga, Okęcie, Dw. Zachodni, Kolbuszowa...
... i będzie można powiedzieć "home sweet home"... i zjeść pyszny makaron przygotowany przez Elizkę...
...i położyć się do łóżka...w końcu nie samemu... i wstać jutro rano - żeby mierzyć się znowu z wyzwaniami...
Kocham Cię... :*
pzdr.
Ł.
PS mam pewne plany - ciekawe czy mi się uda je zrealizować ;) [naukowe:P]
//publikowane ok godziny później - we względu na brak darmowego internetu na Kopenhaga Airport [trochę głupio, bo w Polsce już wymyślili darmowy internet na lotnisku międzynarodowym:P] i ze względu na odprawianie i zakupy na tax-free
wtorek, 4 maja 2010
...wojaże...
Jestem Polakiem... ale samolotem się latać nie boję...
w ramach moich wszelakich podróży [zapoczątkowanych jeszcze za kawalerki] udaję się dzisiaj do Kopenhagi... dalej do Esbjerg... tam parę dni [które - w związku z moim obecnym stanem cywilnym - mam nadzieję, że zlecą jak błyskawica] i powrót do PL [kraju jakby nie było zwariowanego, ale kochanego]...
Mam nadzieję, że jeszcze umiem podróżować...
i jak zwykle towarzyszy mi nie mój laptop [tzw. służbówka :P ] ;)
Danio witaj... i mijaj szybko...
brak aparatu uniemożliwi mi robienie fotek :] szkoda trochę... chyba, że w Dani na bezcle kupię jednorazówkę na 30 klatek ;)
pozdrawiam zainteresowanych...
KC Żono i już tęsknię...
pzdr.
Ł.
w ramach moich wszelakich podróży [zapoczątkowanych jeszcze za kawalerki] udaję się dzisiaj do Kopenhagi... dalej do Esbjerg... tam parę dni [które - w związku z moim obecnym stanem cywilnym - mam nadzieję, że zlecą jak błyskawica] i powrót do PL [kraju jakby nie było zwariowanego, ale kochanego]...
Mam nadzieję, że jeszcze umiem podróżować...
i jak zwykle towarzyszy mi nie mój laptop [tzw. służbówka :P ] ;)
Danio witaj... i mijaj szybko...
brak aparatu uniemożliwi mi robienie fotek :] szkoda trochę... chyba, że w Dani na bezcle kupię jednorazówkę na 30 klatek ;)
pozdrawiam zainteresowanych...
KC Żono i już tęsknię...
pzdr.
Ł.
Subskrybuj:
Posty (Atom)