"I znowu będziesz łaził tam i spowrotem pół dnia...?"
No to poszedłem. Zszedłem z oczu. Bo czasami nie ma co iść na zwarcie. Chociaż, w zasadzie swoje też powiedziałem. Jak zwykle.
Chociaż może nie jak zwykle. Bo często macham ręką "jakoś to będzie", "czasem czas wystarczy", "wiem swoje...".
No ale tym razem poszedłem.
Całe szczęście mam sporo miejsca gdzie mogę sobie pójść.
Ale poszedłem inaczej. Zwykle bym wziął rower i docisnął, kilka górek (niskich, bo wysokich niestety nie mam), trochę downhillu, trochę spalenia mięśni - po 15 minutach byłoby po temacie. Kortyzol bym wypalił. Nerwy rozjechał.
Tym razem poszedłem na wolny spacer. Nigdzie mi się nie spieszyło. Nigdzie. A najmniej w sumie spowrotem.
Więc chwilę zeszło. Natura daje spokój. Ducha. I pozwala zwolnić. A czasami się to przydaje.
Ale nic nie znalazłem ;) może dlatego, że akurat tym razem nie szukałem...
A teraz pancake'i dla młodzieży na śniadanie i jedziemy z niedzielą! Na moich zasadach. W moim nastawieniu do rzeczywistości. A reszta niech się dostosuje. Albo nie. Ich wybór;)
(Szalona, bo komunijna)
Ł.