niedziela, 31 maja 2026

I znowu...

 "I znowu będziesz łaził tam i spowrotem pół dnia...?"

No to poszedłem. Zszedłem z oczu. Bo czasami nie ma co iść na zwarcie. Chociaż, w zasadzie swoje też powiedziałem. Jak zwykle.

Chociaż może nie jak zwykle. Bo często macham ręką "jakoś to będzie", "czasem czas wystarczy", "wiem swoje...".

No ale tym razem poszedłem.

Całe szczęście mam sporo miejsca gdzie mogę sobie pójść. 


Ale poszedłem inaczej. Zwykle bym wziął rower i docisnął, kilka górek (niskich, bo wysokich niestety nie mam), trochę downhillu, trochę spalenia mięśni - po 15 minutach byłoby po temacie. Kortyzol bym wypalił. Nerwy rozjechał.

Tym razem poszedłem na wolny spacer. Nigdzie mi się nie spieszyło. Nigdzie. A najmniej w sumie spowrotem.

Więc chwilę zeszło. Natura daje spokój. Ducha. I pozwala zwolnić. A czasami się to przydaje.

Ale nic nie znalazłem ;) może dlatego, że akurat tym razem nie szukałem...

A teraz pancake'i dla młodzieży na śniadanie i jedziemy z niedzielą! Na moich zasadach. W moim nastawieniu do rzeczywistości. A reszta niech się dostosuje. Albo nie. Ich wybór;)


(Szalona, bo komunijna)


Ł.

czwartek, 28 maja 2026

Krótka definicja mnie...

Jestem człowiekiem, który idzie przez życie szybko, bo gdybym szedł wolno, musiałbym usłyszeć wszystko, co we mnie mówi.

Mam w sobie dużo światła, ale nie takiego lekkiego, instagramowego. Raczej światło latarki w lesie o świcie: konkretne, potrzebne, czasem samotne.

Moim paliwem jest sens. Moją tęsknotą — bliskość. Moją strategią — działanie. Moim cieniem — nadodpowiedzialność. Moją wartością — autentyczność. Moją raną — bycie potrzebnym bardziej niż przyjmowanym. Moją siłą — to, że mimo wszystko idziesz dalej.


Więc idę dalej. Mimo wszystko. A może na przekór wszystkim!


Ł.

potykam się...

 Tak często... tak znienacka...

Ale wiem dlaczego. Posłuchałem kiedyś Hawkinsa - patrz w gwiazdy, nie pod nogi.

I się potykam. Raz na tydzień, raz na dwa, albo co dziennie...

Wliczone to jest. W życie. W straty. W kalkulację.

Raz jest lepiej, raz jest gorzej.


Patrz w gwiazdy, a nie pod nogi. Mam to tak bardzo w głowie, że często nawet rozmawiając patrzę nad osobę, a nie na nią. W wyjątkach patrzę na. W oczy. Wzrokiem nie uciekam, bo nie mam się czego bać.

Chyba, że kłamię. Albo mówię o czymś maksymalnie intymnym. No chyba, że... jedno i drugie.


Zastanawiam się skąd się wzięła moja wiara w siebie. Wydaje się mocna, ale czasem jest to tak kruche, że się w głowie nie mieści. Wystarczy chwila, gest, słowo, moment. Mikromoment. I moja wiara w siebie znika. To chyba efekt uboczny depresji. Gdzie wszystko znaczyło nic. A nic to nic. A jak nic, to bardzo kiepsko. Poniżej zera - czyli depresja. Ale to jest na chwilę. 99,9% czasu jest naprawdę zajebiście.

Zastanawiam się, skąd inni nie mają wiary w siebie. Co się musiało wydarzyć, że ktoś ją stracił - wydaje się bezpowrotnie. Wydaje się. Bo da się to odbudować. Wiem, bo już to robiłem. Robiłem dla innych. Budowałem ich. Zgodnie ze swoimi talentami. Budowanie innych, rozwijanie. Trochę jak świeczka - żeby dać ciepło, trzeba trochę się spalić.

Nie jest to proste, ale nie jest niemożliwe - wręcz trzeba próbować.


Lubię uśmiech - lubię się pośmiać. Lubię jak osoby koło mnie są szczęśliwe. Lubię żyć.


Lubię żyć, tak jak chcę.


Jak zwykle - post prosty i głupi ;)

Miłego!

Ł.

wtorek, 26 maja 2026

zwykły-niezwykły

niezwykły-zwykły-niezwykły-zwykły...

Sam nie wiem jaki, sam nie wiem czy...

Podsumowując w zasadzie ostatni czas, bo nie dzień, bo się nie da... czas biegnie szybko, szybko za szybko...

To jest MOJA rzeczywistość.

Czy to jest właściwe podejście - pewnie nie. Ale jest moje.

Kiedyś zwolnię - obiecuję... ale to będzie kiedyś, a teraz?


Teraz chciałbym - tak - chciałbym - żeby... no właśnie - żeby co? Chciałbym, żeby każdy był szczęśliwy - tak wewnętrznie. Ale z drugiej strony wiem też, że każdemu nie dogodzi.

Pewnych rzeczy nie da się zrobić na siłę. I wiem, że jak ktoś nie chce, to ... no cóż.


Mało składny post - dlaczego? Bo równolegle pracuję, a jestem po wymagającym dniu - nie tylko zawodowo, prywatnie w zasadzie też. Wstałem o 6:00 - cisnąłem na pełnej petardzie, jest 21:20, ja bez zatrzymania. Jeszcze tylko kilka godzin. Niewiele w zasadzie, bo doba się kończy za niecałe 3...

Takie dni, jak dzisiaj są męczące - wiadomo. Ale to jest to co lubię chyba najbardziej - nie ma wtedy czasu na myślenie, oczywiście takie głębokie, rozkminy, wiesz...

Jest wtedy czas na działanie, szybkie solucje, rozwiązywanie problemów w locie. Mam wtedy trochę problem z ludźmi, którzy się snują - przyjadą, popatrzą, pokręcą się, ale niewiele wniosą, tak są o - same nie wiadomo po co. Jak ja się spieszę, to oczekuję. Nie dotrzymania tempa (a przynajmniej nie od każdego), ale...

Ale lubię też jak ktoś po drodze powie mi "usiądź na chwilę", "odpocznij", "gdzie się spieszysz"...

Tylko właśnie - nie zawsze się da to zrobić. Czasem nie ma warunków...

Ale zawsze warto dostrzec uśmiech, miłe słowo.

Dziękuję.


Idę spać.

Za kilka godzin.

Ł.

sobota, 23 maja 2026

No i wpadłem w tryb pisania. Sobota.

 Sobota.

Tak wypełnionej soboty dawno nie było. Zawsze jest, ale nie do przesady. I to jeszcze cały czas w ekipie z młodymi.

W sumie to dobrze, niech się uczą, że pieniądze nie rosną na drzewach i trzeba trochę się spocić, żeby je ogarnąć.

No ale... Sobota długa, a mi od rana brakuje 15 minut. Gdzieś je zagubiłem.

Zmarnowałem.

To był chyba moment między poduszką a budzikiem.

Ale patrząc na tą sobotę o 19:52 mogę stwierdzić, że jak na 2/3 tego dnia to wszystko idzie elegancko.

Każde zaplanowane działanie poszło, nic się nie wysypało po drodze.

Well done!

Jeszcze tylko kilka zadań. I kolo pierwszej można będzie ... Wrócić do domu <facepalm>


Chyba sobie usiądę do moich kalendarzy i zrewiduje co i po co robię. I jak to bywa raz na cztery lata wyczyszczę co nieco...


W sumie szkoda, bo nie wiadomo co wywalić. Ale wiadomo, że się trochę mało przestrzeni do życia zrobiło.

Na pytanie czy jeździłem w tym roku na rowerze chciałbym odpowiedzieć "Jutro". Ale już dzisiaj wiem, że może się to nie udać bo ... Praca :D o_O


Miłego wieczoru!

Będą gwiazdy na pewno! I kosmiczny hackathon!

Ł.

Las o poranku...

 ...to w zasadzie kolejny cud świata.

Idziesz po ciszę i spokój. Spokój znajdziesz. Ale ciszy nie. Jest tutaj tak głośno, że momentami trudno się skoncentrować.

Niby każdy las to drzewa. Takie same drzewa. A jednak każde inne. Inaczej rośnie, jedne pędzą do góry, inne cierpliwie stanowią poszycie. Większość jest podobnych do siebie. Ale niektóre są wyjątkowe.

Trochę jak z różą u Małego Księcia. Jest ich milion. Ale tych wyjątkowych jest zdecydowanie mniej.

Czasem się zastanawiam, jak to się dzieje, że ... A zresztą, nie wiem jak to w słowa ubrać. Dziwi mnie, że mimo mojego introwertyzmu, w zasadzie trudności w budowaniu relacji, zdarzają się osoby, które tolerują moja obecność...

Drzewa nie mają wyboru ;) nie uciekną. Ludzie już tak... 


Bardzo ładnym dzwiekiem jest "plusk"... Jak coś wpada do wody. Gorzej jak to jest telefon.

Ale w sumie - to tylko telefon. A przecież kiedyś drona utopiłem :Do


Ł.

Taka noc, jak ta...

 ...ostatnio... No właśnie - pisanie odłożone, bo czasu nie ma. Albo weny. Albo jednego i drugiego.

Ale dzisiaj, trochę inaczej jest.

Trzy rzeczy: ludzie i obserwacje, głębia i niebo.

Zacznę od nieba. To jest cud. Uwielbiam niebo nocą. Spokojne, z gwiazdami - takie bezchmurne. Żyję w okolicy, gdzie jest totalnie ciemno, więc widać wszystko jak na dłoni, Wielki Wóz, Mały, Kasjopeę, wszystko... Jakby to było blisko, mimo że jest tak daleko. Widać też postęp i technologie, bo co jakiś czas przeleci satelita, ISS czy starlinki...

Budzi to podziw, ciekawość, zainteresowanie. Zważywszy na to, że kosmos nie jest tak bardzo odległy zawodowo...

Druga rzecz. Głębia. Byliście kiedyś w środku nocy, takiej kiedy już latarnie gasną nad jakąś woda? Większa? Jezioro, zalew, morze?

Ja tak. Dzisiaj chociażby. Tak się złożyło, że zaglądałem w głębie. To jest zatrważające. Dokładając do tego odbijające się niebo, ma się wrażenie bezdenności a tym samym nieskończoności tej otchłani. Można by się zatopić. Naprawdę zatopić. Odpłynąć.

Trzecia sprawa to ludzie i ich zachowania.

Czasem mam wrażenie, że ktoś ma żal i nie potrafi przejść nad tym. Wtedy robi złośliwości, a jak jest chwilę sam, to stoi jak kołek z rękami w kieszeni.

Czasem jest miło złapać czyjś wzrok i wiedzieć, że akurat w tym momencie myśli o Tobie. Czy dobrze czy źle? To też widać...

Czasem naprawdę fenomenalnie jest popatrzeć komuś w oczy z bliska - i z tego chyba nigdy nie wyrośnę. Zawsze robi to na mnie wrażenie. Bywa tak, że takie spojrzenie łączy rozgwieżdżone niebo z ogromem otchłani. I widzisz tam geniusz i głębie, w której możesz się zatopić. Czasem warto... W zasadzie po prostu warto szukać takich momentów.

Czasem mnie też zastanawia co za tymi oczami się kryje... Ale może się kiedyś dowiem, albo nigdy.

Czy to dla wszechświata będzie miało znaczenie? Nie sądzę. Dla mnie? Na pewno.


Tyle... Droga do domu ;)

Droga, do domu!


Ł.