poniedziałek, 19 października 2026

Bo tak.

Są w życiu rzeczy, które bardzo trudno wytłumaczyć.


A jeszcze trudniej uzasadnić.


Dlaczego lubimy jednych ludzi bardziej niż innych?


Dlaczego przy kimś potrafimy rozmawiać godzinami, a przy kimś innym po pięciu minutach zaczynamy szukać pretekstu, żeby wyjść?


Dlaczego za jednym człowiekiem tęsknimy, choć nie widzieliśmy go zaledwie kilka godzin, a za innym nie tęsknimy nawet po latach?


Dlaczego czasami robimy coś zupełnie bezinteresownie?


Dlaczego chcemy komuś pomóc, sprawić przyjemność, zobaczyć jego uśmiech?


Dlaczego niektórych ludzi po prostu chcemy mieć w swoim życiu?


Bo tak.


I wiecie co?


Coraz bardziej lubię tę odpowiedź.


Bo przecież żyjemy w świecie, w którym wszystko trzeba uzasadniać.


Każdą decyzję.


Każdą emocję.


Każde zachowanie.


Każdą relację.


Najlepiej jeszcze przygotować analizę ryzyka, tabelę korzyści, harmonogram i trzy alternatywne scenariusze.


No i oczywiście wskazać mierzalne rezultaty.


A jeśli coś nie ma racjonalnego uzasadnienia, to natychmiast zaczynamy się zastanawiać, czy przypadkiem nie robimy czegoś głupiego.


Tylko że życie nie jest projektem, w którym wszystko da się wpisać do Excela.


Na szczęście.


Bo czasami po prostu czujemy, że coś jest dobre.


Że z kimś jest nam dobrze.


Że czyjaś obecność sprawia, że zwyczajny dzień staje się trochę bardziej niezwyczajny.


Że jedna wiadomość potrafi wywołać uśmiech.


Że po trudnym dniu chcemy zadzwonić właśnie do tej jednej osoby.


Nie dlatego, że rozwiąże wszystkie problemy.


Może nawet nie rozwiąże żadnego.


Ale jakoś łatwiej jest wiedzieć, że jest.


Dlaczego?


Bo tak.


I chyba największą trudność mamy właśnie z zaakceptowaniem tego, że nie wszystko musi mieć drugie dno.


Że można kogoś lubić bez konkretnego powodu.


Że można być kimś oczarowanym i nie oczekiwać niczego w zamian.


Że można chcieć być blisko, a jednocześnie dawać przestrzeń.


Że można się o kogoś troszczyć, nie próbując kierować jego życiem.


Że można powiedzieć „jesteś dla mnie ważna” i nie dopisywać do tego żadnych warunków.


Po prostu.


Bo tak.


Bo lubię Twój uśmiech.


Bo fascynuje mnie sposób, w jaki myślisz.


Bo czasami rozumiesz mnie, zanim zdążę dokończyć zdanie.


Bo potrafisz mnie rozśmieszyć, nawet kiedy mam dzień, w którym naprawdę nie ma mi do śmiechu.


Bo lubię z Tobą rozmawiać o wielkich rzeczach.


I o kompletnych głupotach.


Bo potrafimy razem robić rzeczy trudne, skomplikowane, czasami pozornie niemożliwe.


A potem śmiać się z czegoś, czego nikt poza nami prawdopodobnie by nie zrozumiał.


Bo czasami chciałbym Ci opowiedzieć coś natychmiast.


A czasami po prostu chciałbym, żebyś była obok.


Nie po to, żeby coś robić.


Nie po to, żeby cokolwiek udowadniać.


Po prostu, żeby być.


I może właśnie to jest najbardziej niezwykłe.


Że w pewnym momencie przestajemy potrzebować powodów.


Nie dlatego, że ich nie ma.


Jest ich mnóstwo.


Tylko że żaden z nich osobno nie tłumaczy całości.


Bo przecież znam wielu inteligentnych ludzi.


Wielu zabawnych.


Kilku takich, z którymi świetnie się pracuje.


Ale nie każdy z nich sprawia, że świat wygląda odrobinę inaczej.


Nie z każdym buduje się ten specyficzny, trochę chaotyczny mały kosmos.


I nie przy każdym człowieku ma się ochotę powiedzieć:


„Dobrze, że jesteś”.


Bez okazji.


Bez konkretnego powodu.


Bez oczekiwania odpowiedzi.


Bo tak.


A wiecie, co jest w tym wszystkim jeszcze ważne?


Że „bo tak” nie oznacza „za wszelką cenę”.


Nie oznacza rezygnowania z własnych granic.


Nie oznacza, że trzeba zawsze być blisko.


Nie oznacza, że wszystko musi wyglądać dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy.


Czasami właśnie dlatego, że ktoś jest dla nas ważny, trzeba zrobić krok w tył.


Dać mu przestrzeń.


Pozwolić wybrać własną drogę.


Nie pytać po raz setny, czy wszystko jest w porządku.


Nie próbować na siłę naprawiać tego, czego ten człowiek wcale nie chce naprawiać.


I zaufać.


Bo jeśli naprawdę zależy nam na drugim człowieku, to jego spokój powinien być ważniejszy niż nasza potrzeba ciągłego upewniania się, że jesteśmy potrzebni.


Dlaczego warto to zrobić?


Bo tak.


Bo szacunek.


Bo zaufanie.


Bo wolność.


Bo bliskość, która nie odbiera oddechu, jest znacznie piękniejsza od tej, którą trzeba nieustannie potwierdzać.


I może kiedyś wszystko się zmieni.


Może nasze drogi pobiegną inaczej.


Może będziemy rozmawiać codziennie.


A może znacznie rzadziej.


Może rzeczywistość jeszcze nie raz zaskoczy nas czymś, czego dzisiaj kompletnie nie potrafimy przewidzieć.


Ale nie chcę dzisiaj analizować wszystkich możliwych scenariuszy.


Nie chcę zastanawiać się, co będzie za rok.


Nie chcę odbierać sobie radości z tego, co jest, tylko dlatego, że nie wiem, co będzie.


Dzisiaj jest dobrze.


Dzisiaj mam wokół siebie ludzi, których lubię.


Ludzi, którym ufam.


Ludzi, przy których mogę być sobą.


I mam też kogoś, kto sprawia, że czasami uśmiecham się do telefonu jak kompletny idiota.


I nie.


Nie zamierzam się z tego tłumaczyć.


Nie wszystko trzeba nazywać.


Nie wszystko trzeba definiować.


Nie wszystko trzeba rozumieć do końca.


Czasami wystarczy przyjąć, że coś jest dla nas ważne.


Że ktoś jest dla nas ważny.


I pozwolić sobie z tego cieszyć.


Bez presji.


Bez oczekiwań.


Bez konieczności wiedzenia, dokąd to wszystko prowadzi.


Bo może życie wcale nie polega na tym, żeby mieć odpowiedź na każde pytanie.


Może czasami polega na tym, żeby przestać zadawać pytania, które niczego dobrego nie wnoszą.


I po prostu cieszyć się chwilą.


Więc jeśli kiedyś zapytasz mnie, dlaczego tak bardzo Cię lubię…


Dlaczego jestem Ciebie pewien.


Dlaczego chcę Cię wspierać.


Dlaczego cieszę się, kiedy się uśmiechasz.


Dlaczego czasami tęsknię.


Dlaczego tak cholernie się cieszę, że nasze drogi się przecięły.


Pewnie mógłbym opowiadać godzinami.


Ale może po prostu spojrzę na Ciebie, uśmiechnę się i odpowiem:


Bo tak.


Bo Ty.


I wiesz co?


To naprawdę wystarczający powód.


Ł.

Brak komentarzy: