niedziela, 13 września 2026

„Idź się zabij.”

Usłyszałem dzisiaj.

Mocne.

Zwłaszcza kiedy takie słowa spotykają człowieka, który ma za sobą historię sprawiającą, że nie są one tylko głupim tekstem rzuconym w emocjach.

Przez moment nawet pomyślałem: ciekawa propozycja.

Tylko że jest jeden problem.

Ja naprawdę cholernie lubię żyć.

Lubię wstawać absurdalnie wcześnie, żeby zobaczyć wschód słońca.

Lubię spać w namiocie, marznąć i słuchać miliona dziwnych dźwięków dookoła.

Lubię patrzeć na Drogę Mleczną.

Lubię jeździć na rowerze trochę szybciej, niż podpowiada rozsądek.

Lubię pracować nad rzeczami, których podobno nie da się zrobić.

Lubię ludzi.

Rozmowy.

Przypadkowe spotkania.

Poranną kawę.

Śmiech nad telefonem.

Te wszystkie małe rzeczy, z których zbudowałem swój mały kosmos.

Więc nie.

Nie mam najmniejszej ochoty ślepo wykonywać cudzych, bzdurnych zachcianek.

Ale słowa mają swoją siłę.

„No idź. No pokaż.”

I chyba coś we mnie jednak trafiły.

Bo przez moment poczułem, jakby trochę życia ze mnie uleciało.

Trochę energii.

Trochę tego mojego nieznośnego huraoptymizmu.

Trochę przekonania, że niezależnie od wszystkiego jutro przecież znowu będzie dobrze.

Tylko trochę.

Bo na szczęście jestem przypadkiem chyba beznadziejnym.

Niepoprawnym optymistą.

Takim, który nawet kiedy dostanie po dupie, po jakimś czasie zaczyna zastanawiać się, co można z tym zrobić.

Takim, który po kiepskim dniu nadal chce zobaczyć kolejny wschód słońca.

Takim, który wie, że czasami najlepszą odpowiedzią na cały hałas świata nie jest krzyczeć jeszcze głośniej.

Tylko odejść.

Więc co?

Idę.

Ale nie tam, gdzie ktoś chciałby mnie wysłać.

Idę do lasu.

Przejść kilka kilometrów.

Zmęczyć nogi.

Przewietrzyć głowę.

Posłuchać ciszy, która tak naprawdę nigdy nie jest cicha.

Popatrzeć na drzewa, które mają kompletnie gdzieś wszystkie nasze ludzkie dramaty.

Pooddychać.

Pouładać swój mały kosmos.

I przypomnieć sobie coś, czego kilka słów wypowiedzianych przez drugiego człowieka nie jest w stanie mi odebrać.

Życie jest piękne.

Czasami trudne.

Czasami niesprawiedliwe.

Czasami ktoś próbuje zgasić w nas światło tylko dlatego, że sam nie potrafi go znaleźć.

Ale nadal piękne.

Więc idę.

Do lasu.

A potem wrócę.

Bo mam jeszcze zdecydowanie za dużo rzeczy do zrobienia, ludzi do spotkania, miejsc do zobaczenia, kaw do wypicia, niemożliwych pomysłów do zrealizowania i wschodów słońca, na które warto wstać.

No idź. No pokaż.

Dobra.

Pokażę.

Jak bardzo można chcieć żyć.


Ł.


https://suno.com/song/f356c059-45a8-422c-9e3f-3a45d03b9606

Brak komentarzy: