piątek, 14 sierpnia 2026

To był dobry tydzień.

Ciężki. Intensywny. Pracowity. Ale przede wszystkim efektywny. Taki, po którym w piątek człowiek patrzy na ostatnie kilka dni i widzi, że naprawdę sporo się wydarzyło. Dużo rozmów, decyzji, spraw do załatwienia, rzeczy zaplanowanych i tych zupełnie niespodziewanych.


I chyba właśnie te niespodziewane były w nim szczególnie ważne.


Przypadkowe spotkania. Te, których nie było w żadnym kalendarzu. Których nie dało się zaplanować ani przewidzieć. Czasami wręcz takie, które jeszcze chwilę wcześniej wydawały się zupełnie niemożliwe.


A jednak się wydarzyły.


Lubię takie momenty. Przypominają mi, że choć możemy mieć kalendarz zapisany od góry do dołu, życie i tak czasem dopisuje do niego własne punkty. I często właśnie one okazują się najważniejsze. Kilka minut. Rozmowa. Uśmiech. Zwyczajne „dzień dobry”. Niby przypadek, a jednak zostaje w głowie znacznie dłużej niż wiele rzeczy, które planowaliśmy od tygodni. Nawet, jeśli ofiarą są ogórki i słoik...


Może właśnie dlatego nie wszystko w życiu trzeba planować. Trzeba zostawić trochę miejsca na przypadek. Na ludzi. Na niemożliwe.


I całe szczęście, że po każdym takim tygodniu przychodzi weekend.


Czas, kiedy można – a czasami wręcz trzeba – trochę zwolnić. Odsunąć od siebie bieżące sprawy. Zamknąć komputer. Przestać na chwilę odpowiadać na pytanie „co jeszcze?”. Podładować baterie, przewietrzyć głowę i złapać dystans.


Czy wszystko w tym tygodniu wyszło idealnie?


Oczywiście, że nie.


Pewnie gdzieś pojawił się błąd. Coś można było zrobić inaczej. Coś powiedzieć lepiej. Jakąś decyzję podjąć szybciej albo chwilę później.


Ale cóż...


Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi.


Chociaż coraz częściej zastanawiam się, czy to powiedzenie w ogóle jest prawdziwe.


Bo może właśnie ten, kto nic nie robi, myli się najbardziej?


Może największym błędem jest pozostanie w miejscu. Pasywność. Czekanie na idealny moment, idealne warunki i stuprocentową pewność, że wszystko się uda.


Ja zdecydowanie wolę próbować.


Czasem się pomylić. Wyciągnąć wnioski. Poprawić. Spróbować jeszcze raz. Iść dalej.


Bo kiedy dużo się dzieje, czasami coś pójdzie nie tak. Ale dzieją się też rzeczy dobre. Powstają nowe pomysły. Rozwiązują się problemy. Pojawiają się efekty. I wieczorem można pomyśleć: kurczę, zrobiliśmy kawał dobrej roboty.


I jeszcze jedno.


Dziękuję Ci za ten tydzień. Za to, że byłaś. Także wtedy, kiedy wcale nie było pewne, że będziesz. Za rozmowy, pomysły, wspólną pracę i wszystkie te małe chwile pomiędzy.


Wiem, że czasami trudno się ze mną pracuje. Tempo bywa szalone, pomysł potrafi pojawić się pięć minut przed końcem dnia, a „mam jeszcze jedną małą rzecz” nie zawsze oznacza małą rzecz.


A jednak dałaś radę.


I wiesz co?


Najbardziej na świecie jestem dumny z Ciebie.


A teraz weekend.


Ładujemy baterie. Łapiemy oddech. Robimy trochę miejsca w głowie.


I zostawiamy też trochę miejsca na przypadek.


Bo nigdy nie wiadomo, co – albo kto – pojawi się zupełnie nieplanowanie w naszym małym kosmosie.


Ł.

Brak komentarzy: