niedziela, 2 sierpnia 2026

Powolne poranki ...

Za co lubię Włochy? Być może za to, że tutaj rano się nikt nie spieszy...

Tutaj nikt nie wygląda, jakby ścigał się z czasem. Kawa nie jest tylko kawą. Jest chwilą. (W to akurat potrafimy nawet lepiej...) Śniadanie nie jest obowiązkiem. Jest początkiem dnia. Spacer nie jest drogą z punktu A do punktu B. Jest celem samym w sobie.

Siedzę, patrzę na to małe, nadmorskie miasteczko i dochodzę do wniosku, że chyba za często próbujemy wygrać z zegarkiem. Wypełniamy kalendarze po brzegi, odhaczamy kolejne zadania, pędzimy. A przecież życie nie składa się z wielkich wydarzeń. Składa się właśnie z takich poranków.

Z ciepłej filiżanki w dłoni. Z promieni słońca na twarzy. Z szumu fal, który nie oczekuje od nas niczego. Z rozmowy, która nie musi do niczego prowadzić.

Może dlatego Włosi sprawiają wrażenie ludzi, którzy potrafią cieszyć się życiem. Nie dlatego, że mają mniej problemów. Po prostu nie pozwalają, żeby problemy odebrały im każdą chwilę.

I pomyślałem, że kiedy wrócę do swojego małego kosmosu, chciałbym zabrać ze sobą właśnie to.

Nie pamiątki.

Nie zdjęcia.

Tylko umiejętność zatrzymywania się. Bo czasami największym luksusem nie jest mieć więcej czasu.

Największym luksusem jest naprawdę przeżyć ten, który właśnie trwa.

Ł.

Brak komentarzy: