Największym ryzykiem nie jest to, że ktoś Cię zrani. Największym ryzykiem jest życie tak, jakby każdy miał to zrobić.
Czytając dziś Odwagę bycia nielubianym, zatrzymałem się przy rozróżnieniu dwóch słów: zaufanie i pewność.
Na pierwszy rzut oka brzmią podobnie. A jednak są zupełnie różne.
Zaufanie mówi: "Będę Ci ufał, jeśli..."
Jeśli mnie nie zawiedziesz. Jeśli udowodnisz, że warto. Jeśli spełnisz moje oczekiwania.
Pewność brzmi inaczej.
"Wybieram wierzyć, że jesteś dobrym człowiekiem. Nie dlatego, że mam na to gwarancję. Dlatego, że taki wybór chcę podjąć."
I nagle zrozumiałem dwie bardzo ważne rzeczy.
Przez całe życie próbujemy zabezpieczyć się przed bólem. Analizujemy wiadomości. Doszukujemy się ukrytych znaczeń. Szukamy dowodów, że ktoś odejdzie, zawiedzie albo przestanie nas lubić.
Tylko że w ten sposób nigdy nie budujemy relacji.
Budujemy system alarmowy.
A człowiek, który przez cały czas stoi na warcie, nie potrafi jednocześnie przytulać.
Czy można zostać wykorzystanym?
Oczywiście.
Czy można się pomylić?
Tak.
Ale jeśli zamkniemy drzwi przed wszystkimi tylko dlatego, że kiedyś ktoś nas zranił, to największą karę wymierzymy nie temu, kto odszedł.
Tylko sobie.
A druga kwestia - i to już jest bardzo osobiste - to "ja Ci nie ufam". Ja mam pewność. To jak często Ci mówiłem o tym, że właśnie ufam, to myliłem pojęcia.
Coraz bardziej wierzę, że prawdziwa odwaga nie polega na tym, że niczego się nie boisz.
Polega na tym, że mimo lęku wybierasz ludzi.
Nie wszystkich.
Ale tych, przy których warto zaryzykować kawałek własnego serca.
Bo bez ryzyka nie ma bliskości.
Bez pewności - nie ma więzi.
A bez więzi nawet najbezpieczniejsze życie pozostaje tylko... bezpieczne.
A ja chyba wolę żyć w swoim małym kosmosie z przekonaniem, że większość ludzi chce dobra. Czasem się pomylę. Czasem zaboli. Ale kilka razy spotkam kogoś, kto udowodni, że było warto. I mam wrażenie, że właśnie dla tych kilku osób (dla Ciebie) warto nie zamykać drzwi przed całym światem.
Ł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz