Są rzeczy, których nie da się nadrobić później.
Wschód słońca jest jedną z nich.
Możesz obejrzeć tysiące zdjęć. Możesz zobaczyć setki filmów. Możesz nawet wrócić w to samo miejsce następnego dnia.
Ale ten jeden konkretny wschód już nigdy się nie powtórzy.
Dlatego czasem warto nastawić budzik zdecydowanie za wcześnie. Skorzystać z ostatniej szansy. Wyjść, kiedy świat jeszcze śpi. Kiedy powietrze jest chłodniejsze, a cisza brzmi inaczej niż w środku dnia.
Usiąść.
Nie po to, żeby zrobić idealne zdjęcie.
Nie po to, żeby wrzucić relację.
Po prostu...
...żeby popatrzeć w niebo.
Bo każdy wschód słońca niesie ze sobą coś więcej niż tylko początek kolejnego dnia.
Niesie Nadzieję.
Może wczoraj nie był najlepszym dniem. Może coś nie wyszło. Może ktoś zawiódł. Może nie było tak, jak miało być. A może po prostu był to jeden z tych dni, które chciałoby się jak najszybciej zostawić za sobą.
Ale słońce nie pyta, jakie było wczoraj.
Po prostu wschodzi.
Jakby mówiło: "Dzisiaj się budzi nowy początek!"
I chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię poranki. Bo przypominają mi, że życie nie kończy się na jednym złym dniu. Że każdy nowy świt daje możliwość napisania kolejnego rozdziału. Lepszego. Spokojniejszego. Pełnego uśmiechu. Bardziej naszego.
Od pewnego czasu coraz bardziej wierzę, że szczęście rzadko przychodzi z hukiem. Najczęściej przychodzi po cichu.
Ma kolor pierwszych promieni słońca.
Pachnie porankiem.
A skoro kosmos każdego ranka daje nam nową nadzieję...
...to może warto ją przyjąć. Nawet wtedy, gdy wydaje się, że nic się nie zmieniło.
Bo czasem wszystko, czego potrzebujemy, to po prostu doczekać kolejnego wschodu słońca.
Ł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz