niedziela, 16 sierpnia 2026

Kłótnia lubi poganiać kłótnię.

Jedno niepotrzebne słowo pociąga za sobą kolejne. Jedna emocja dokłada następną. Nagle już nawet nie pamiętamy, od czego się zaczęło, ale każde kolejne zdanie musi być odpowiedzią na poprzednie. Trzeba coś wyjaśnić. Udowodnić. Obronić się. Mieć ostatnie słowo.


I robi się burza.


A przecież podczas burzy nie zawsze trzeba stać na środku pola i krzyczeć do piorunów.


Czasami można po prostu znaleźć swój azyl.


Wyjść.


Przejść kilka kilometrów. Wsiąść na rower. Usiąść gdzieś w ciszy. Popatrzeć na drzewa, wodę albo niebo. Porozmawiać z kimś, kto nas nie ocenia. Z kimś, kto po prostu przyjmie rzeczywistość taką, jaka jest. Albo pomilczeć przy kimś bezpiecznym.


Przewietrzyć głowę.


Odetchnąć.


Dać emocjom opaść.


I przede wszystkim zadbać trochę o siebie.


Nie po to, żeby uciekać od problemów. One przecież nie znikną tylko dlatego, że przestaniemy o nich myśleć.


Ale nie każdy problem trzeba rozwiązywać dokładnie w tej sekundzie, w której emocje są największe.


Czasami najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić dla siebie i dla drugiego człowieka, jest na chwilę przestać mówić.


Dać sobie przestrzeń.


Bo po każdej burzy może przyjść spokój.


Może nie od razu. Może trzeba będzie wrócić do rozmowy. Powiedzieć „przepraszam”. Czasem przyznać „miałeś rację”. Innym razem spokojnie powiedzieć „nadal się z tobą nie zgadzam”.


Ale już bez piorunów.


Życie jest zdecydowanie za krótkie, żeby każdą różnicę zdań zamieniać w wojnę, a każde nieporozumienie nosić ze sobą przez kolejne dni.


Dlatego kiedy w moim małym kosmosie zaczyna grzmieć, coraz bardziej doceniam miejsca, w których można przeczekać burzę.


Trochę ciszy. Trochę przestrzeni. Kilka głębokich oddechów.


I świadomość, że dbanie o siebie czasami oznacza również pozwolenie sobie na chwilę odejść od tego, czego w tej chwili nie potrafimy naprawić.


Jutro można spróbować jeszcze raz.


Spokojniej.


Spokojniej.


Ł.

Brak komentarzy: