niedziela, 16 sierpnia 2026

Kawa smakuje inaczej, kiedy dookoła nie ma nic.

Naprawdę nic.


Żadnych samochodów. Żadnych powiadomień. Żadnego pośpiechu. Tylko namiot, gdzieś w totalnej dziczy, chłodny poranek i kubek gorącej kawy trzymany w dłoniach trochę mocniej niż zwykle.


Noc była zimna.


I głośna.


Bo okazuje się, że cisza nad rzeką, w totalnie dzikim miejscu wcale nie jest cicha.


Rzeka szumi. Coś w nie pluska. Coś chodzi. Coś szura. Coś trzaska. Gdzieś łamie się gałąź. Co chwilę pojawia się jakiś nowy dźwięk, którego leżąc w namiocie absolutnie nie potrafisz zidentyfikować. I wyobraźnia bardzo szybko podpowiada, że na pewno jest to coś zdecydowanie większego i groźniejszego, niż jest w rzeczywistości.


Ale potem wychodzisz przed namiot.


Patrzysz w górę.


I nagle wszystko przestaje mieć znaczenie.


Gwiazdy.


Nie kilka najjaśniejszych punktów, które czasem przebijają się przez światła miasta.


Tysiące.


To jest naprawdę niewiarygodne!


Droga Mleczna rozciągnięta nad głową. Spadające gwiazdy, przy których nawet nie zdążysz pomyśleć życzenia, bo za chwilę pojawia się następna.


I stoisz pośrodku tego wszystkiego i przypominasz sobie, jak niewiarygodnie małym elementem ogromnego kosmosu jesteś.


To dobrze robi na głowę.


Rano nie potrzeba wiele.


Kawa.


Coś prostego na śniadanie.


Nie musi być pięknie podane. Nie musi być idealnie. Smakuje fantastycznie właśnie dlatego, że zrobiłeś to sam. Tutaj. Na kawałku swojego małego świata, który na tę jedną noc stworzyłeś gdzieś pośrodku niczego.


I siedzisz.


Patrzysz.


Myślisz.


Albo właśnie pierwszy raz od dawna nie myślisz o niczym.


Może właśnie po to czasami trzeba uciec w totalną dzicz.


Nie od ludzi.


Nie od życia.


Tylko od całego hałasu, który nie pozwala nam tego życia usłyszeć.


Żeby trochę pobyć ze sobą. Pokontemplować. Złapać dystans. Podładować baterie. Przypomnieć sobie, że do szczęścia naprawdę nie potrzeba aż tak wiele.


Bo właśnie wstał nowy dzień.


Znowu dostaliśmy czystą kartkę.


Nową szansę.


Nową nadzieję.


Nie wiem, co wydarzy się dzisiaj. Nie wszystko musi się udać. Nie wszystko musi pójść zgodnie z planem.


Ale teraz jest gorąca kawa, chłodne powietrze, prosty poranek i świat, który właśnie budzi się do życia.


I jest dobrze. Póki co.


A jutro?


Jutro słońce znowu wstanie.


Znowu pojawi się nowa nadzieja.


I znowu będzie pięknie.


Ł.

Brak komentarzy: