...żeby popsuć dobry dzień.
A przecież był naprawdę dobry.
Taki, po którym wracasz zmęczony, ale z tym przyjemnym poczuciem, że było warto. Dużo się wydarzyło. Coś się udało. Coś zostało domknięte. Byli właściwi ludzie, dobre rozmowy, trochę śmiechu. Patrzysz na cały dzień i zwyczajnie czujesz satysfakcję.
Myślisz sobie: kurczę, dobra robota.
I wtedy zaczyna się seria.
Jedna uwaga.
Druga.
Trzecia.
Jedna bardziej absurdalna od poprzedniej. O rzeczy małe. O rzeczy, których nie zrobiłeś. O rzeczy, które zrobiłeś, ale najwyraźniej nie tak. O intencje, których nie miałeś. O słowa, które nagle znaczą coś zupełnie innego, niż miały znaczyć.
Krótko mówiąc — seria, chyba zupełnie bezpodstawnych, przypierdolek.
I możesz sobie powtarzać, że to przecież nic.
Że dzień był dobry.
Że wydarzyło się dzisiaj dziesięć fajnych rzeczy, a kilka głupich zdań nie powinno ich przekreślać.
Możesz próbować racjonalizować.
Tłumaczyć.
Obrócić w żart.
Powiedzieć sobie: „odpuść”.
Tylko emocje mają gdzieś matematykę.
Dziesięć dobrych rzeczy minus jedna zła nie zawsze daje dziewięć dobrych.
Czasami ta jedna zła siada z Tobą wieczorem i skutecznie zasłania pozostałe.
I chyba najbardziej wkurza mnie właśnie to.
Że można mieć naprawdę świetny dzień, być z siebie i innych ludzi dumnym, czuć satysfakcję z tego, co się zrobiło…
…a potem pozwolić komuś kilkoma zdaniami zabrać sobie całą tę radość.
I nic tego nie zmieni.
Chyba.
Bo może jednak jest coś, co można zrobić.
Można nie oddawać komuś prawa do napisania zakończenia naszego dnia.
Albo oddać to prawo komuś innemu...
Można powiedzieć sobie: tak, zabolało. Tak, wkurzyło mnie. Tak, zepsuło mi humor.
Ale nie zmieniło tego, co wydarzyło się wcześniej.
Dobra robota nadal była dobrą robotą.
Śmiech nadal był szczery.
Ludzie, z którymi było dobrze, nadal tam byli.
To, z czego byłem dumny, nadal jest powodem do dumy.
A satysfakcja była prawdziwa, nawet jeśli teraz przykryła ją złość.
Może więc nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę uratować wieczór.
Może czasem wystarczy nie pozwolić, żeby kiepskie piętnaście minut przepisało historię poprzednich kilkunastu godzin.
Przespać się.
Rano zrobić kawę.
Spojrzeć na to wszystko jeszcze raz.
Bo dzisiejszy dzień naprawdę był dobry.
I nie dam sobie wmówić, że było inaczej.
A jutro?
Jutro nasz mały kosmos dostanie kolejną szansę.
Oby z trochę mniejszą liczbą przypierdolek.
Ł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz