niedziela, 23 sierpnia 2026

Niektórych rzeczy zupełnie się nie spodziewamy.

Bo właściwie dlaczego mielibyśmy?


Wszystko jest przecież normalnie. Zwyczajne dni, zwyczajne rozmowy, praca, obowiązki, tysiąc spraw do zrobienia. Rzeczywistość skutecznie usypia czujność i daje poczucie, że wszystko jest dokładnie na swoim miejscu.


Aż nagle okazuje się, że ktoś patrzy trochę uważniej.


Zauważy jedną wiadomość za dużo.


Jeden uśmiech nad telefonem trochę zbyt szczery.


To, że na dźwięk konkretnego powiadomienia jakoś automatycznie robi się weselej.


Albo że o kimś mówi się trochę częściej, niż wynikałoby to z czystego przypadku.


I zaczyna się katastrofa.


Bo przecież „coś musi być na rzeczy”.


A może właśnie nie musi?


Może czasami po prostu spotykamy człowieka, z którym niespodziewanie dobrze się dogadujemy.


Kogoś, kto rozumie nasze żarty, zanim zdążymy je wytłumaczyć. Kogoś, komu można wysłać kompletną głupotę i mieć pewność, że po drugiej stronie pojawi się uśmiech. Kogoś, z kim można pięć minut później rozmawiać zupełnie serio o rzeczach naprawdę ważnych.


Kogoś, przy kim nie trzeba się specjalnie pilnować.


I właśnie to bywa podejrzane.


Bo chyba nauczyliśmy się, że każdą bliskość trzeba nazwać. Każdej relacji przypisać kategorię. A jeśli jest to kobieta i mężczyzna, to najlepiej od razu znaleźć drugie, trzecie i czwarte dno.


Tylko po co?


Czy naprawdę czymś złym jest dobrze się z kimś dogadywać?


Cieszyć się na wiadomość?


Uśmiechnąć się do telefonu?


Wiedzieć, że ktoś rozumie Cię trochę bardziej niż większość?


Chcieć dla kogoś dobrze, pomagać mu i zwyczajnie lubić jego obecność?


Może zamiast zastanawiać się, „co to właściwie znaczy?”, czasami wystarczy przyjąć, że wydarzyło się coś dobrego.


Dwoje ludzi spotkało się gdzieś po drodze.


Złapali wspólny język.


Zaczęli sobie ufać.


Jest szczerość. Jest wsparcie. Jest śmiech. Jest zwyczajnie dobrze.


Oczywiście warto pamiętać o granicach. O innych ludziach. O odpowiedzialności za to, co budujemy. Szczerość wobec siebie jest tutaj chyba ważniejsza niż wszystkie definicje świata.


Ale na koniec dnia zostaje mi jedno pytanie:


czy naprawdę wydarzyło się coś złego?


Czy może po prostu w tym ogromnym, trochę chaotycznym świecie znaleźliśmy człowieka, z którym wyjątkowo dobrze się rozumiemy?


Jeśli właśnie to jest ta cała „katastrofa”…


to chyba są gorsze rzeczy, które mogą przydarzyć się w naszym małym kosmosie.


Ł.


PS. Odezwij się. Bo ja nie chcę dolewać... A martwię się okrutnie!

Brak komentarzy: