...ciągłym.
Żyję w pędzie. Ogromnym pędzie.
(Po drodze nie szanując czasu innych i własnego zdrowia zapewne...)
No ale to stwierdzenie nie jest odkryciem. Mój kalendarz - to tak jak pisałem 4 kalendarze, a będzie i piąty... Pracuje dużo, aktywnie, na wielu wątkach na raz... Temat goni temat, wszystko "udaje" (nie lubię tego słowa) złapać się (jakby spięte trytytkami i taśmą)...
Ale wiesz co?
Nie do końca wiem za czym gonię. Niby jakiś cel zawsze jest - czy to jakiś problem do rozwiązania, czy konferencja do poprowadzenia, czy zajęcia do zrobienia, przetarg do wygrania...
Tylko ten horyzont ma to do siebie, że kiedy się do niego zbliżam, to on się oddala.
A ja dalej go gonię.
Wiem jedno, że co jak co, ale mi marnowania czasu nie można zarzucić - używam go z rozsądkiem (a nawet rozumem, co niektórych momentami dziwi), używam go jak chcę.
Ostatnio mniej się nudzę - w zasadzie chyba w ogóle. I to - co może wydać się absurdalne - mi doskwiera. Nuda jest ważna, nie oznacza ona tępego patrzenia się w ścianę, mentalnie nudzić się można nawet będąc na mniej istotnym spotkaniu... Świat nas uczy, że nuda jest zła, a to ona napędza kreatywność, to wtedy przychodzą odpowiedzi na najważniejsze pytania (lub najtrudniejsze).
Chwilowo to gdzieś zgubiłem. Kiedyś dużo czasu spędzałem w aucie - to był mój czas nudy, blisko 90 minut dziennie. Teraz mam 8 min do pracy, ciężko nawet zacząć się nudzić... W ciągu dnia nie ma kiedy, bodźców mam masę, a jak jest chwila (np. w terenie), to jakoś też zawsze w stresie i na ogniu. Po pracy też zawsze coś. Przed snem - to jest tylko moment ;)
Może powinienem wpisać sobie nudę do.... Kalendarza? Takie półgodziny nicnierobienia w ciągu dnia! Tak dosłownie. To może być kawa, spacer, spojrzenie w niebo, rozmowa...
Po prostu bycie tu i teraz.
Bez planowania kolejnego tygodnia, dnia, spotkania, bez strategii, bez zastanawiania się, co dalej...
Tylko chwila.
Zastanawiam się czasem, czy ja się gdzieś kiedyś zatrzymam. Tak naprawdę. Ale nie dlatego, że opadłem z sił, czy coś mnie zmusiło.
Tylko dlatego, że chcę, na własnych zasadach. Usiąść, może z kubkiem kawy, popatrzeć przed siebie, posłuchać...
Bo czas jest dziwny. Raz jest to dużo, raz szalenie mało, raz jeden dzień to przepaść, innym razem tydzień mija w 5 minut. Często przecieka między palcami, zdecydowanie szybciej niż byśmy chcieli.
Czasem boję się, że w tym swoim pędzie, nie zauważę czegoś ważnego i po prostu przebiegnę obok.
A życie polega na tym, żeby żyć!
A nie tylko przeżyć... Prawda?
Ł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz