Ktoś by pomyślał - poniedziałek, co się może wydarzyć...
No ale - to jest moje życie. Tutaj się musi coś wydarzyć.
Niby nic. Z pozoru niewiele.
Zasadniczo - udany. Po prostu był. Niemalże od początku do końca zwykłym dniem. Niemalże.
Dlatego, jeśli miałbym zastanowić się nad radościami, to w zasadzie trudno dzisiaj pokazać mikro moment... Tak się przez cały dzień wydawało.
Jakaś tam Warszawa, jakieś tam szkolenie, jakieś tam prezentacje, jakieś tam osoby... Telefony, maile, projekty, przelewy, ustalenia - dzień. Wszystko działało, więc całkiem przyjemnie.
Miało być Cię mniej, ale jakoś się udawało...
Do wieczora. Ktoś pomyśli, że to głupie. Ale był moment - tak między (tak to sobie wyobrażam) położeniem głowy na poduszce, a zamknięciem oczu do spania.... Kiedy pojawiła się u mnie dodatkowa radość.
Piękna! Jakoś tak super miło mi się zrobiło. I nie piszę tego, bo przeczytasz. Piszę to, bo... Bo chcę. Wiem (spodziewam się) ile to mogło kosztować energii. Tym bardziej doceniam!
Śmieszkujemy z wizualizacji... Idę spać, może... ;)
Ł.
(nie)zwykły dzień...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz