Jak to zwykle bywa.
Niby nic wielkiego - kolejny dzień.
Zacząłem miło, potem poleciało. Ale mnie to nie dotyczyło. Znikłem na moment (4h:D) i się uspokoiło. Do zera.
Całkiem.
W zasadzie - może taki bufor jest potrzebny.
Guza nie ma! Załatwiliśmy go z J!
Wczr4aj kwalifikuję jako pozytywne, dzisiaj podobnie.
Pobiegłem 5km, czas - niezły, jak na człowieka, który w ogóle nie biega... Miejsce jest mniej ważne - ważniejsza jest świadomość, że jak chciałem, to mogłem. Chociaż obawy były, a po drodze nie było dopingu...
Nie musiało być. Kubek wody wystarczył. Kilka piątek zbitych, jakieś randomowe osoby zagadywały - jakby mnie znając... no ale - ja ludzi nie pamiętam:P
I leci. Minuta na minutę, godzina po godzinie - zaraz będzie koniec niedzieli.
Ł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz