Był niesamowicie dziwny.
Kwestia nastawienia, wiesz? I tego co się wydarzy na linii startu.
Dzisiaj sajgon - prawdziwy 13 dzień miesiąca. Kłótnia od momentu, kiedy większość wstała.
Kłótnia, która porozstawiała nas w swoich miejscach... Mnie od lat w nijakim, bez decyzyjnym miejscu nigdzie.
Ostre słowa. Nie wiem czy jakiś żal później - ja zachowałem spokój. Tylko pomyślałem "Bo wyjdę... Na zawsze".
Później mega duma - młody dowiózł maksymalnie. Super się zaprezentował - nie tylko w ustalonych scenkach, ale jako lider. Moim zdaniem, ale co ja się tam znam...
Później pogoda płatała figle. Ale w południe się rozpogodziło - maksymalnie. I co chwilę znajdowałem szczęście - koniczynka za koniczynką. Już nawet nie wszystkie zrywałem.
W tzw. międzyczasie rozmowa. Ważna. Bardzo ważna. Z Bardzo WAŻNĄ osobą. Może powiedziałem za dużo, może się odsłoniłem - ale ufam, że akurat ta osoba będzie ostatnią, która będzie próbowała mnie zranić. Świadomie.
72/72. Nie zrozumiesz jak nie znasz kontekstu.
Później był pretekst i lody. Jak to człowiek umie skreować sobie okazję... No właśnie - do czego? Do utrzymania sobotniej tradycji ;)
Dobre i 5 sekund. Bardzo dobre!
Kończymy ten dzień piknikiem, nabitym guzem, piękną tęczą i...
...prawie dzwonem... Ale też pięknym rozgwieżdżonym niebem.
Dzięki Tato!
Tak trzeba żyć - z głową podniesioną do góry, wyprostowanym, dumnym!
To był dobry dzień - tak go kwalifikuje. A radości z dzisiaj? Ty. Nawet przez 5 sek.
Szczerość w rozmowie - może dlatego, że nadal jesteśmy "obcy" dla siebie.
I całe to co było dookoła - staranie J, zabawach J, guz! I po prostu czerpanie z życia tu i teraz, bo nie wiadomo czy jutro będzie!
Ł.
Śpij spokojnie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz