Tak.
Jedni śpią, inni nie. Inni miewają głupie pomysły, jak jedni śpią.
Więc trzymaj się!
Ale najpierw o dzisiaj.
Bo dzisiaj nie był zwykły dzień. Był Najlepszy. Dlaczego? Bo (nie pierwszy raz) poczułem, że komuś na mnie zależy. Ale wiesz - nie komuś, komu powinno zależeć, bo tak wypada. Tylko zależy w zasadzie bezinteresownie, bez oczekiwań. Po prostu dlatego, że dobrze się czuje w moim towarzystwie. I vice versa!
Czasem się zastanawiam, jak wyglądała ta "przed" rzeczywistość. I nie myśl sobie za dużo. Ta relacja po prostu jest. Nie jest zdefiniowana do końca, ale ma swoje granice. Jest tam serce i rozum. I wtedy kiedy trzeba - jedno lub drugie bierze górę. Bez katastrofy.
A jak to się stało? Po prostu tabliczka czekolady. Nie byle jakiej. Ulubionej. Nie wspomnę o tej metafizyce synchronizacji, jest to pewna magia - to samo myślisz, to samo chcesz powiedzieć, to samo... masz na obiad...
Dzień szalony jak zwykle, miało być nicnierobienie - zaplanowane - w kalendarzu... Nie udało się w zasadzie. Dlaczego? Bo cały czas ktoś przeszkadzał.
I to jest kolejny ciekawy temat - dlaczego ludziom przeszkadza, że inni dobrze się czując w swojej obecności, chcą spędzić chwile czasu wspólnie (specjalnie nie piszę razem, które mogłoby sugerować... za dużo). Dlaczego nie można swobodnie porozmawiać, czy wypić kawy, żeby ktoś zaraz nie zaczął snuć plotek... Z jednej kawy dzieci nie ma!
Aż tak ludziom jest źle, że muszą komentować życie innych? I to jeszcze "nie dając" "przyzwolenia" na takie coś? A może powinni spróbować skupić się na tym, co dotyczy ich i nie wpier* się w cudze życia.
Ale do głupich pomysłów i końcówki dnia. Znalazłem czterolistną koniczynkę - niby nic, ale rzadko się spotyka. A że ja żyję szczęśliwie (jak to było? Jest bardzo dobrze i proszę o więcej!), to koniczynka tylko ustawia status quo.
Dzisiaj usłyszałem jedno ważne zadanie - z którym się w pełni zgadzam - mniej więcej brzmiało ono tak: "I na koniec, zapamiętajcie jedno: Bądźcie dobrzy dla ludzi!".
Tak jest łatwiej - bo na koniec dnia można powiedzieć: "No ja byłem dla niego dobry, ale to on tak a nie inaczej zrobił...". Taka wskazówka.
A co do głupiego pomysłu. On nie jest głupi. On się wydaje nie realny. Nie do zrealizowania.
Ale ja wiem - teraz już wiem, kiedyś się domyślałem - że jestem w stanie (z zespołem, niektórych nawet mam tutaj określonych) go zrealizować.
Szkoła w Kamerunie. Miałem ją kiedyś zbudować. Zacząłem. Poddałem się. (Bo ktoś powiedział, że jest to głupi pomysł. Ja byłem za młody. To nie pomysł był głupi. To ja byłem głupi.) NIE ZROBIŁEM TEGO!
Ale przecież dalej żyję. Teraz już wiem gdzie, jakie są realia, co jest potrzebne. Kwestia harmonogramu - rzeczowego, finansowego, legislacji, dobrania partnerów. WIEM, że jest to możliwe. Więc rozważę, czy nie wrócić do najgłupszego pomysłu świata.
Wystarczy dobry Excel!
I to by tyle było. Pogadane. Miło. Bardzo.
A Ty jaką książkę polecasz? Bo ja tą otwartą, którą relatywnie łatwo się czyta... Która pomaga nam zrozumieć świat i buduje naszą kreatywność ;)
Ł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz