sobota, 20 czerwca 2026

Piątek, który zasługuje na wpis!

Są dni ważne i ważniejsze.

Są też takie zupełnie bez znaczenia.

Tydzień, który się właśnie zamyka był bogaty.


Bo był wtorek, do którego nie będziemy na grubo wracać. Ale w piątek padło pewne stwierdzenie, które do wtorku pasowało idealnie. "Może wtedy zatrzymał Ci się świat"... Rzucone w zupełnie innym kontekście, a może właśnie w tym... Ale to jedno zdanie sprawiło, że ponownie zdałem sobie sprawę jak jest ważne to, co mogło mieć koniec we wtorek. Może nawet nie co, ale kto...

Jasne jest to, że tego nie rozumiem. Jasne jest to, że świat się zatrzymał. Ale jak już się ma świadomość tego, że się zatrzymał, to można coś zrobić. Na przykład spróbować go znowu napędzić.

Jasne jest to (przynajmniej dla mnie), że ja zwykłem unosić się nad ziemią, ja po niej nie chodzę, zawsze bujam w obłokach. Zawsze. A wtorek mnie trochę obniżył. Tak, że zacząłem czuć ziemię.

Czwartek zmieszał poczucie mojej wartości z błotem... W zasadzie też jednym zdaniem. Chociaż może nie całe poczucie wartości, ale jakiś fragment tak. Serce zabolało - mimo, że przyzwyczajone...


Za to piątek. Kończył ciężki tydzień. Dużo się działo, dużo pozytywnych, ale też trudnych rzeczy (mówię o tygodniu).

Ale piątek niósł za sobą pewna ważną kwestię. Niby niewiele - ale tak dużo. Najpiękniejsze jest to, że było to podarowane z samej siebie, bez wymuszania, szukania, sugerowania. Wręcz nawet wyraziłem, że nie mam żadnych oczekiwań. Najgorsze było to, że podszyte obawą. Całe szczęście niesłuszną.

A o czym mówię? O przytuleniu. Które trwało chwilę. Które nie było przypadkowe. Które spełniło swoje zadanie. Które było bezinteresowne. I chyba najmilsze, jakie kiedykolwiek miałem...


O tak.

"Opłacał" się ten cały trud tygodnia. 

Można dalej latać w przestworzach!



A piątek zakończyłem pięknym nicnierobienie. I okazuje się, że nic nie w związku z tym nie stało ;)


Ł.

Brak komentarzy: